Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na obiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na obiad. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 kwietnia 2013

Zrazy, najlepsze bo Mamowe. :-)

Jak wracać to z przytupem. :-) Wczoraj pizza dzisiaj zrazy. Choć zraziki są wybitnie wyjątkowe, ponieważ ich autorem jest moja Mama. :-) Ja tym razem pełnię jedynie honory fotografa oraz wielkiej fanki. Fanki, ponieważ jest to jedno z moich najukochańszych dań na świecie. Jedno z piękniejszych wspomnień z dzieciństwa. Choć tym razem mocno zaszalałam i pożarłam zrazika z roszponką, rzodkieweczką i pomidorkami. Tradycyjnie jednak polecam towarzystwo kaszy gryczanej i ogórków kiszonych. Zestaw idealny, serio. :-)


Oto moja wiosenna wariacja na temat zrazików. Zwróćcie uwagę na szpilki do zrazów. Są już w sumie zabytkowe... Spokojnie mają ze 30 lat. :-) 

Zrazy

Składniki:
nieprzerośnięta wołowina, którą łatwo będzie pokroić w cienkie plastry (tyle plastrów ile zrazów)
boczek (do 1 zraza pasek długości zraza i szerokości 1 cm)
ogórki kiszone (0,25 ogórka na jedne zraz)
chleb razowy (do 1 zraza pasek długości zraza i szerokości 1 cm)
cebula (do 1 zraza pasek długości zraza i szerokości 1 cm)
sól
pieprz
olej do smażenia
maka do obtoczenia zrazów
woda do podlewania przy duszeniu

Przygotowanie:
Mięso kroimy w cienkie plastry, każdy plaster wkładamy do woreczka foliowego i rozbijamy tłuczkiem do mięsa. Każdy rozbity plaster solimy i pieprzymy. Układamy po pasku boczku, chleb, ogórka i cebuli. Zraza zapinamy igłami do zrazów. Gdy zawiniemy wszystkie zrazy obtaczamy je w mące a następnie obsmażamy na oleju (na niezbyt wielkim ogniu) by się ładnie zrumieniły. Obsmażone zrazy układamy w garnku i zalewamy zawartością patelni (tłuszcz ze smażenia z sokami z mięsa) z odrobiną wody (chodzi o zrobienia bazy do sosu w którym się będą dusić). Polecam wrzucić do garnka także kawałeczki chleba, boczku i cebuli, sos będzie wtedy niebiański! Dusimy przez godzinę na niedużym ogniu podlewając wodą by zrazy się nie przypaliły. Dobrze jest też je w trakcie troszkę poobracać. :)

Smacznego! :-)

sobota, 20 kwietnia 2013

Pizza pośpieszna.

Dokładnie miesiąc bez słowa. Bez nawet jednej literki, kropki, przecinka. Miesiąc temu odbyła się wystawa. Fajnie było. :) A później już nic nie było takie same. Odradzam się teraz jak feniks z popiołów. Ostatnie 31 dni było czasem zmian, zmian generalnych. Zamilkłam by znowu zacząć się odzywać, choć nie wiem do końca jakim językiem się porozumiewam. Liczę jednak na to, że się dogadamy. :)

Mimo ciszy kompletnej, która pozwoliła na poznanie wielu rzeczy od nowa, nie zapomniałam o sprawach najważniejszych. O tym, że nawet jeśli człowiek czuje kompletny brak sił nie wolno zapominać o tym, że zawsze mamy coś wokół siebie co daje nam siłę. Moim źródłem jest gotowanie, jedzenie, fotografowanie. Przez ten czas po raz pierwszy jadałam tak wiele rzeczy... Najbardziej zaskakujący był chyba surowy fenkuł, ser gorgonzola i pierogi ruskie z miętą okraszone skwarkami i posypane kiełkami alfalfa. :) Co do gotowania było różnie, kilka pomysłów nietrafionych, wręcz kompletnych katastrof. Jednak kilka rzeczy się całkiem udało. Dziś chcę się z Wami podzielić najbardziej ekspresową pizzą świata. Najpyszniejszą. Na cienkim spodzie. Ja, uwielbiam ją... ;-)


Zdjęcia są zrobione komórką. Nie twierdzę, że nie. Jednak pizzę robi się tak szybko, że nie było czasu na zabawy aparatem. Ach, i jeszcze jedna kwestia. Szybko się ja robi, ale i szybko zjada. :-)

Sposób na ciasto sprzedał mi Krzysztof. Autor bloga Pryndzi sie. :)

Pizza pośpieszna
na taką prostokątną blachę z piekarnika

ciasto:
50 g drożdży świeżych
filiżanka ciepłej wody
3 łyżki oleju/oliwy
około 1,5-2 szklanki mąki
0,25 łyżeczki soli
0,25 łyżeczki cukru

klasyczny sos pomidorowy:
1 koncentrat pomidorowy (osobiście  kocham Dawtonę, ma wyjątkowy smak)
2-3 ząbki czosnku
2-3 łyżeczki oregano
sól do smaku

dodatki (tu możecie poszaleć jak lubicie!):
jedyne przy czym się uprę to mozarella (mocka:)) a nie zwykły żółty ser
a od siebie polecam: szynka, pieczarki, oliwki, cebula, czerwona papryka 

Przygotowanie:

ciasto:
Do miski wkruszamy drożdże, dodajemy wodę, łyżkę oleju (pozostała część potem!), sól, cukier i dokładnie mieszamy. Następnie stopniowo dodajemy mąkę, tyle ile ciasto wchłonie. Masa ma być elastyczna i nie kleić się do palców za mocno. Następnie (i tu mały trik) wrabiamy w ciasto pozostały olej monitorując oczywiście ile oleju ciasto jest w stanie wchłonąć. W razie gdybyśmy dodali go za dużo zawsze można dodać mąki. Ciasto ma być sprężyste i nie kleić się do rąk. Nie musi wyrastać.

sos:
Do koncentratu dodajemy czosnek rozgnieciony w prasce, oregano, sól. Mieszamy.

dodatki:
Jeśli mamy mockę :) z zalewy to radzę ją odsączyć i pokroić w drobne kawałki by łatwo było posypać nią pizzę. Jeśli mamy suchą wystarczy użyć tarki. Resztę dodatków kroimy wedle upodobań. :)

pizza:
Ciasto wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Jeśli słabo się rozciąga, nie bójcie się użyć wałka. :) Na cieście rozsmarowujemy sos. Na sos mocka. Na mockę dodatki. :) Pieczemy 15 min w 200'C. 

Smacznego!

ps. Jak Wam się podobają moje skarpetki w zebrę? :-)

czwartek, 7 marca 2013

Nowe dania w karcie OKI DOKI.

Z okazji przyjścia wiosny postanowiałm odświeżyć kartę w OKI DOKI. :-) W tym miesiącu będzie bardzo zdrowo i warzywnie! Wszystkim nam przyda się troszkę witamin na tym tak zawnym 'przednówku'. :-)

Wiem, że dla wielu osób krupnik jest najpyszniejszą zupą ze wszystkich możliwych. Ja chyba też się do tej grupy zaliczam. :-) Choć w sumie.. jestem tak bardzo zupowa, że zawsze tak mówię o każdej zupie, kremie czy chłodniku... Za to chyba nie ma już absolutnie nikogo, kto by nie lubił wariacji na temat tortilek! Dlatego w marcu możecie spróbować tortilek naładowanych wszystkim co najpyszniejsze! Dużo, dużo warzyw! Na zdrowie!


Tak właśnie wygląda 1 strona w karcie OKI DOKI. Jeszcze raz przypomnę, że OKI DOKI mieści się w Białymstoku na ulicy Nowy Świat 2. Czynne codziennie od 12.00 do ostatniego klienta. :-) Zapraszam!!! :-)

Jednak jesli nie macie możliwości spróbowania moich dań na miejscu poniżej znajdzecie przepisy na Warzywny krupnik oraz Quesadillas a la OKI DOKI. Zachęcam także do experymentów, zawsze można do przepisu dodać coś od siebie. :-)


Warzywny krupnik z jabłkiem na dwóch kaszach
jęczmiennej oraz gryczanej (danie wegańskie)

Składniki:
3 marchewki
1 korzeń pietruszki
0,5 selera
1 jabłko
4 ziemniaki
100 g kaszy jęczmiennej
50 g kaszy gryczanej
ziele angielskie
listki laurowe
sól
natka pietruszki
suszony grzybek

Przygotowanie:
Marchewki, pietruszkę i selera myjemy, obieramy i kroimy w kosteczkę o boku około 1 cm. Do zimnej wody (w dużym garnku) wrzucamy kasze, pokrojone warzywa, przekrojone na pół jabłko (usuwamy pestki!), grzybek, listki i ziele angielskie. Gotujemy na wolnym ogniu przez mniej wiecej 40 minut. W połowie gotowania solimy. Ziemniaki obieramy i kroimy w kosteczkę. Wrzucamy do zupy. Gotujemy do momentu gdy ziemniaki będą miękkie. Przed podaniem pamiętajmy o usunięciu jabłek, ziela angielskiego, grzybka i listków laurowych. Przed podaniem krupnik posypujemy natką pietruszki.


Quesadillas a la OKI DOKI
na jedną porcję

Składniki:

quesadillas:
tortilla pszenna
30 g startej mozarelli lub żółtego sera
100 g kurczaka
pół czerwonej papryki
pół pomidora pokrojonego w cząstki
2 plastry czerwonej cebulki
kiszony ogórek
kilka listków sałaty lodowej
papryka słodka
papryka czerwona
przyprawa do mięsa (wedle gustu): sól+czarny/kolorowy pieprz, ulubiona przyprawa typu curry, garam masala czy też naturlana miesznaka przypraw do kebaba itp (bez soli, cukru i chemii!)
olej rzepakowy

sos czosnkowy:
mały jogurt naturalny
sól
2 ząbki czosnku

sos musztardowy:
Tajemnica OKI DOKI, jesli macie ochotę spróbować zapraszamy do lokalu. :-)

Przygotowanie:

Kurczaka pokroić w paski o szerokości około 1,5 cm. Doprawić wedle uznania, zalać 3 łyżkami oleju rzepakowego. Usmażyć na małym ogniu.
Paprykrę pokroić w drobną kosteczkę, przesypać do miski, doprawić 2 łyżeczkami słodkiej papryki i jedną ostrej. Mikstura powinna być papkowata.
Na połowie tortilki ułożyć mozarellę; na to usmażonego kurczaka; na to pastę paprykową; na to: ogórka w plasterkach, cebulkę w krążkach, pomidora. Złożyć na pół.
Jeśli macie grill elektryczny zapieczcie całość przez kilka minut. Jeśli macie tylko piekarnik owińcie całość w folię aluminiowa i zapiekajcie 10 min w 200'C. Po zapieczeniu dorzućcie do środka kilka listków sałaty i polejcie całość sosem. :)

Smacznego! :-)

niedziela, 18 listopada 2012

OKIDOKI: Kotlety ziemniaczane i Zupa soczewicowa.

Moi Kochani, nawet nie wiecie jak ciężko było mi wytrzymać, gdyż... Dania z obecnej karty z OKIDOKI były przygotowane jeszcze w październiku, ale sezon dyniowy sprawił, że krem z dyni królował w OKIDOKI jeszcze do soboty... Ale teraz mogę oficjalnie zaprosić Was na zupę soczewicową (zarówno w wersji wegetariańkiej jak i wegańskiej) oraz na kotlety ziemniaczane z sosem pieczarkowym (z białym winem i estragonem). Mam nadzieję, że lubicie takie klimaty i każdy znajdzie coś miłego dla siebie. :-)

Oto 1 strona z menu w OKI DOKI - kliknij a zobaczysz ją w oryginalnym rozmiarze. :-)


Przepis na zupę soczewicowa pojawił się już wcześniej tutaj. Dla przypomnienie pozwolę sobie na jego powtórzenie. :-)


Zupa z czerwonej soczewicy
na 3-4 osoby

Składniki:

1 litr bulionu warzywnego
1 cebula
1 szklanka czerwonej soczewicy
1 puszka krojonych pomidorów
sól
pieprz
tymianek suszony
kwaśna śmietana lub jogurt naturalny

Przygotowanie:

Ugotować bulion warzywny. Cebulę pokroić w kosteczkę, usmażyć na małej ilości oleju. Dodać soczewicę i pomidory. Podusić wszystko na patelni. Dodać do bulionu i dokładnie wymieszać. Dusić wszystko po zagotowaniu przez 20 min często mieszając. Podawać z łyżką śmietany lub jogurtu, posypać tymiankiem. :)

A kto ma ochotę na pyszne ziemniaczane kotlety? :-)


Kotlety ziemniaczane z sosem pieczarkowym (z estragonem i białym winem)
na 4 osoby

Składniki:

2 kg ugotowanych ziemniaków
3 jajka
1,5 szklanki mąki
sól
pieprz
olej do smażenia
na sosik:
2 cebule cukrowe
30 dag pieczarek
2-3 łyżki białego wina wytrawnego lub półwytrawnego
100 ml śmietany 18%
sól
pieprz
estragon

Przygotowanie:

kotleciki:
Ugotować ziemniaki. Ostudzić. Zmielić na maszynce. Dodać mąkę, jajka, sól, pieprz. Wymieszać. Uformować wałek, podzielić go na plastry. Uformować kotleciki. Obtoczyć w mące. Smażyć na niezbyt rozgarznym oleju.
sosik:
Obrać, pokroić cebule i pieczarki. W garnku rozgrzać olej i wrzucić na niego cebulę. Zeszklić. Dodać do garnka pieczarki. Dusić razem parę minut, często mieszając. Przyprawić solą i pieprzem. Na koniec dodać śmietanę, wino i estragon. Dobrze wymieszać.
Kotlety podawać polane sosem.

Smacznego! :-))

środa, 26 września 2012

Kurczak w 3 pieprzach z grillowaną marchewką. Otwarcie OKI DOKI.

Ci, którzy śledzą mnie czasem na Facebooku pewnie już wiedzą, że od pewnego czasu współpracuję z pewną restauracją. Jej nazwa to OKI DOKI, pięknie prawda? :) Ale do rzeczy. Moja współpraca polega na tym, że jedna strona w menu to potrawy wymyślone i opracowane przeze mnie. :-) Dodatkowo, żeby goście się nie znudzili moja strona będzie co miesiąc wymieniana, czyli moim zadaniem na każdy miesiąc jest opracowanie przepysznej zupy i walącego na kolana 2 dania. ;-) W tym miesiącu (jako mój debiut) proponuję pyszną Zupę Krem z Dyni oraz jedno z moich ulubionych dań czyli Kurczaka w 3 Pieprzach na Grillowanej Marchewce. Pyszności. :-) A oto jak wygląda moja strona w karcie:


Po otworzeniu w nowym oknie kartka jest większa i lepiej widać napisy. :-)

Oficjalne otwarcie OKI DOKI jest już jutro. :-) Dlatego bardzo chciałabym Was wszystkich zaprosić na mój restauracyjny debiut do restauracji OKI DOKI na jutrzejszy wieczór na godzinę 18. :-) Restauracja mieści się w Białymstoku przy ulicy Nowy Świat 2. Zapraszam serdecznie! Po za doznaniami kulinarnymi zaplanowany jest wernisaż wystawy fotograficznej. :-) Zatem mnóstwo atrakcji! 

Po za tym koniecznie zajrzyjcie na FanPage'a OKI DOKI na Facebooku - KLIK!

Jednak dla tych, którzy do OKI DOKI nie dojadą mam przepis na mojego ulubionego kurczaka (o zupie pisałam już wcześniej - tu). Zatem lecimy. :-) Zdjęcie ma dość oryginalne kolory gdyż było robione Ajfonem właścicielki restauracji na chwilę po przyrządzeniu go na 'próbę'. :-)


Kurczak w 3 pieprzach na grillowanej marchewce
na 1 porcję
UWAGA! Niezbędna jest patelnia grillowa lub grill elektryczny. :-) Przydatna też będzie folia aluminiowa.

Składniki:
filet z kurczaka
olej rzepakowy
mieszanka kolorowego pieprzu (firmy na 'K' mają całkiem sympatyczne ;-)
marchewka
sól
natka pietruszki (opcjonalnie)

Przygotowanie:

Filet z kurczaka posolić oraz obsypać ogromną ilością pieprzu kolorowego (na zdjęciu te czarne punkty na kurczaku to właśnie pieprz). Zalać łyżką lub dwoma oleju rzepakowego (tak by olej pokrył cały filet) i wstawić do lodówki na 30 min. W tym czasie marchewkę obrać i pokroić w słupkoplasterki (mój własny neologizm) i lekko posolić, pokroić natkę pietruszki. Po upływie tego czasu kurczaka i marchewkę grillować na grillu elektrycznym lub przy użyciu patelni.  Gdy mamy grill  układamy folię aluminiową na ruszcie i wkładamy tam posoloną marchewkę i grillujemy aż będzie miękka, a z drugiej strony rusztu, także w foli, grillujemy kurczaka. Kto ma ten sprzęt na pewno dobrze wie o co chodzi i co jak i z czym. ;-) Natomiast jeśli mamy patelnię grillową to musimy także sięgnąć po patelnię zwykłą (do usmażenia kurczaka - no trudni nie będzie tych pięknych rowków). Czyli marchewkę grillujemy na patelni na niedużym ogniu pod kołderką z folii aluminiowej (by nie wysychała, nawet można skropić ją od czasu doc zasu wodą by się lekko naparowała), a kurczaka smażymy z obu stron na złoto na patelni zwykłej. :) Wszystko układamy na talerzu. Marchewkę posypujemy świeżym pieprzem i włala!

Smacznego i jeszcze raz zapraszam do OKI DOKI! :-)

niedziela, 9 września 2012

Zupa krem z dyni.

Wrzesień to najważniejszy miesiąc w roku. Trudno się z tym nie zgodzić, prawda? Po za oczywistymi sprawami takimi jak początek szkoły, czy początek jesieni, panuje także czas gdy jest sezon na mnóstwo rzeczy! Śliwki, gruszki, cukinie, papryka, ogórki, jabłka, pomidory... i oczywiście dynia. :) Szczerze przyznam, że w czasach 'przedblogowych' (czyli grubo ponad 4 lata) moim jedynym skojarzeniem z dynią były amerykańskie seriale i Halloween. Jakoś w moim domu to warzywo nie miało swojego miejsca. Jednak dzięki temu, że w naszej polskiej blogosferze jest tak wiele wspaniałych blogów, dynia znalazła wysoką pozycję w moim sercu już na zawsze. :-) Dynio droga, uwielbiam Cię!


Ogólnie ostatnimi czasy mam wielki, przeogromny wręcz, apetyt na zupy typu krem. Nie wiem czy chodzi o to, że są tak mile wypełniające, czy dlatego, że są tak wyjątkowo delikatne... Ale strasznie, strasznie umilają mi życie. Czy może być coś pyszniejszego niż miseczka takiej cieplej zupy po powrocie z pracy? :-)


Zanim doszłam do tego jak chcę zjeść mój krem z dyni dokonałam szeregu testów. Do trzech kokilek wlałam po trochu bazy i doprawiałam wedle zawartości szafki z przyprawami. Pierwsza, klasycznie, sól i pieprz. Może być, lecz to jednak nie do końca to. Druga, odważniej, imbir i gałka muszkatołowa. Troszkę przypominała mi pasztet świąteczny. ;-) Trzecia, strzał w 10, curry! Nie podejrzewałam, że to małżeństwo może się udać. A jednak! Curry to jest to! :-)


Kochani, znowu przepis wegetariański. Mam nadzieję, że dzięki mnie polubicie także zupy niegotowane 'na kościach'. :-) Zachęcam, są pyszne, zdrowe i sycące! :-)

Zupa krem z dyni z curry

Składniki:
1 kg dyni obranej
1 cebula
curry [spójrzcie koniecznie na opakowanie - niektóre curry mają już w swoim składzie sól]
ząbek czosnku
sól
jogurt naturalny
olej rzepakowy
1 filiżanka wody

Przygotowanie
Dynię umyć, obrać, pokroić w grubą kostkę. Cebulę pokroić w kostkę. Na patelni na oleju rzepakowym zeszklić cebulę. Do cebuli dorzucić dynię i podlać to wszystko filiżanką wody. Często mieszając doprawić dynię do stanu gdzie się rozpada tworząc papkę. Zawartość patelni wrzucić do bulionu, w którym zawsze zostawiam marchewkę - ale jest to wersja opcjonalna (pamiętaj o dużym garnku). Do garnka wgnieść ząbek czosnku - opcja, kto nie lubi ten nie musi. :-) Zawartość garnka zmiksować blenderem na gładką masę. Doprawić solą i curry do smaku. :)

Ja uwielbiam takie zupy z jogurtem naturalnym. Jego kwaśność dopełnia smak, a konsystencja pięknie stapia się z zupą co tworzy cudne wzory. :-)

Smacznego! :-)

niedziela, 19 sierpnia 2012

Wegańska zupa krem z cukinii i marchewki.

Pewnie zastanawiacie się czy artykuł w Poradniku Domowym coś zmienił. Hym... w sumie to tak. :) Po pierwsze, zostałam mianowana głównym cateringowcem na nabliższego Sylwestra (oczywiście Sylwester ze znajomymi). Po drugie, jedna koleżanka poprosiła mnie o autograf. Miło, prawda? :) Po trzecie, planuję  powieścić na ścianie w złotych ramkach wycinek z gazety. Taki trochę motywator by nigdy przenigdy nie przestawać działać i zawsze się starać. :) A po czwarte... Po czwarte doświadczyłam od wielu-wielu-wielu osób bardzo dużo sympatii i ciepła. Dziękuję WSZYSTKIM za miłe słowa, uśmiechy i gratulacje! :-))) Mam nadzieję, że tę dobrą energię zachowam na zawsze gdzieś w swoim środku by móc do niej sięgać gdy świat wyda się nieco mniej sympatycznym miejscem. :))


Może jednak wrócimy do meridum. Dziś serwuję wszystkiem przepyszną zupę krem. Cukiniowo-marchewkową. :) Szczególnie, że ta dedykowana jest wszytskim wegetrianom i weganom. 100% roślinnie. :) Ale jest tak pyszna, że nawet największy mięsożer da się skusić na miseczkę. :)


Polowę zamroziłam. Będzie jak znalazł na szybki obiad po pracy. :-) Myślę nad kolejną porcją zup typu krem. Wiem, że koniecznie muszę zrobić dyniową i marchewkową. Może macie jakieś ulubione sprawdzone przepisy na tego typu zupy?  Będę bardzo wdzięczna za każdy link i sugestię. :)


Przepis mój. Taki experyment! Ale udany... :-)

Zupa krem z cukinii i marchewki
na 3-4 osoby

Składniki:
1 litr bulionu warzywnego
2 średnie cukinie
2-3 marchewki z bulionu
1 duża cebula
olej rzepakowy
sól
pieprz

Przygotowanie:
Cukinie umyć, obrać ze skórki, pozbawić nasion i pokroić w grubą kostkę. Cebulę pokroić w kostkę. Zeszklić na małym ogniu na oleju rzepakowym. Do cebuli dorzucić cukinie i dusić na średnim ogniu. Można podlać delikatnie wodą gdy widzimy, że cukinia nie mięknie. Do garnka z bulionem przekładamy zawartość patelni. Marchewkę z zupy kroimy w plastry [nie musi być ładnie, chodzi o to by ją rozdrobnić]. Za pomocą blendera niezbyt ciekawą wizualnie mieszaninę przemieniamy w zupę krem o cudnie jednolitej konsystencji. Zupę przed podaniem zagotowujemy często mieszając. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

Ja ją lubię z jogurtem i tymiankiem. Moja mama woli z grznakami lub groszkiem ptysiowym. Zatem dla każdego coś miłego. :)

Zupę dobrze się mrozi. W lodówce przchowywać można ją 48 h.

Smacznego! :)

środa, 25 lipca 2012

Domowe burrito z kurczaka z sosem czosnkowym.

Ostatnio bardzo dużo myślę o moim blogu. Ciągle się zastanwiam co jeszcze mogę zrobić by był bardziej atrakcyjny... Moim zasadniczym wnioskiem jest to, że wpadłam w rutynę. Ciągle ten sam schemat. :) Dlatego mam kilka pomysłów na tematy około żywieniowe i około kulinarne. Chciałabym też wrócić do korzeni fotografii kulinarnej. Wstępem do tego jest na przykład przegląd owoców sezonowych w menu bocznym... :) Chciałabym troszkę rozruszać zarówno bloga jak i siebie. :)


Moi Mili, Moi Kochani, a może macie jakieś sugestie? Czegoś Wam brakuje? Może jest coś o czym chcielibyście poczytać? Same Dobre Rzeczy bardzo chętnie poruszą każdy zasugerowany przez Was temat. :-) Proszę, nie krępujcie się i piszcie! :-)


Przepis jest kombinacją. Kombinowałam jak mogłam. :) Czyli w sumie nie jest mój, ani też czyjś konkretny. Taki troszkę patchwork. :-)

Domowe burrito z kurczka z sosem czosnkowym
na 4 sztuki

Składniki:

połowa dużego filetu z kurczaka (150-200 g)
1 cebula
1 duży pomidor
4 łyżki czerwonej fasoli z puszki (w sosie własnym)
4 placki tortilli (najlepiej domowej! tania, smaczna i bez chemii! przepis tu klik)
przyprawa do buritto ( u mnie od Kotanyi klik - jest całkiem fajna, jednak myślę, że i kebabowe będą ok)
2 łyżki oleju
jogurt naturlany
2 ząbki czosnku
sól
100 g żółtego sera

Przygotowanie:

Kurczaka pokroić w kawałki, zasyspać przyprawą zgodnie z sugestią producentów i wymieszać z 1 łyżką oleju. Wstawić do lodówki na 20-30 minut. W tym czasie pokroić pomidora, odsączyć fasolę (można opłukać), zetrzeć żołty ser na tarce. Do miseczki przłożyć jogurt, wgnieśc do niego 2 ząbki czosnku, posolić, wymieszać i wstawić do lodówki.  Cebulę pokroić w kosteczkę. Zeszklić lekko na 1 łyżce oleju (tak tylko by zmiękła). Do cebuli dorzucić kurczaka i usmażyć na średnim ogniu. Uważaj by nie spalić cebuli! Powinna sie miło skarmelizować. :) Tortille możesz podgrzać przed podaniem (te kupne też) na suchej patelni przez 15 sek za każdej strony. Podzielić składniki nadzienia na 4 porcje i zawinąć wszystko w torille i polać sosem lub podać sos każdemu w oddzielnej miseczce. Podawać od razu, ponieważ szybko stygną. :)


Smacznego! :)

niedziela, 13 listopada 2011

Surówka z czerwonej kapusty.

Dwa posty temu wspominałam o tym, że dopadała mnie nowa mania i zaczęłam robić na drutach. Obiecałam Wam też, że gdy tylko skończę moją pierwszą robótkę to się pochwalę. Oto golfik na kubek, a w zasadzie cup warmer. :) Mam nadzieję, że Wam się podoba. :-)

Prawdę mówiąc, nie myślałam, że zajęcie kojarzące mi się jednak z emeryturą... może tak pozytywnie wypełnić czas. Wyjątkowo szybko odstresowuje mimo tego, że troszkę bolą palce i barki. Zastanawiam się już nad kolejnym 'projektem'. Może ubranko na komórkę? Może skarpetki? A może komin? Na szczęście dostałam w prezencie tyle włóczek, że mogę bezkarnie szaleć i zrobić wiele różnych drutowych robótek. :-) Trzymajcie za mnie kciuki! :-)

Dziś troszkę zdrowiej, troszkę lżej. Osobiście uwielbiam czerwoną kapustę zarówno na surowo jak i w postaci gotowanej. Ta surówka to moja kompozycja oparta o stan lodówki w danym momencie... Mimo zupełnego wariactwa i przypadkowości wyszło naprawdę pysznie. :-)

Surówka z czerwonej kapusty
na 2 osoby

Składniki:
0,25 główki czerwonej kapusty
1 marchewka
0,5 jabłka
1 mała cebula
sól
pieprz
0,5 łyżki oleju rzepakowego
1 łyżka octu jabłkowego

Wykonanie:
Kapustę poszatkować (w sumie ja kroiłam cienko ostrym nożem). Marchewkę obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Jabłko i cebulkę obrać i pokroić w kosteczkę. Warzywa wymieszać w misce. Posolić i popierzyć. W kubeczku połączyć olej i ocet. Dodać do surówki. Wymieszać. Jest lepsza gdy troszkę postoi przed podaniem.

Smacznego! :-)

wtorek, 11 października 2011

Lasagna, czyli lazania. :)

Ostatnio się zaczytałam... Będzie bardzo nieoryginalnie. Bo... Wciągnęła mnie Gra o tron. A dokładniej saga Pieśni Lodu i Ognia. Wspaniała historia. Przenosi nas w świat jednocześnie magiczny i przerażająco prawdziwy. Jest to lektura wymagająca. Wiele czasu, wiele uwagi... Wytrwałości. Dlaczego? Zacznijmy od tego, że składa się z 5 tomów już napisanych i wydanych oraz 3 będących jeszcze w przygotowaniu (kolejny tom już w listopadzie!). Po za tym nigdy wcześniej nie spotkałam się z opowieścią składającą się z tak wielu historii, w których uczestniczy tak wielu bohaterów. Jest to początkowo trudne do okiełznania, jednak z czasem wpadamy w rytm i tylko czasem musimy się wrócić kilka stron wcześniej by sprawdzić who is who. :) Przyjrzyjmy się samej historii. Jest to powieść o świecie do złudzenia przypominającym średniowiecze. Nie dajcie się temu zwieść, jest to świat magiczny i zupełnie inny od naszego. Jednak nie dajcie się temu zwieść... Jest to świat momentami bardzo magiczny, momentami bardzo współczesny. Rozgrywki polityczne będące esencją fabuły ukazują ludzi, których możemy spotkać i dziś. To chyba właśnie największa zaleta tej książki, po za cudowną, zaskakującą nas nieraz, akcją, pokazany jest człowiek. Najróżniejszych sytuacjach, układach i momentach życia. Polecam Wam tę sagę z całego serca. Naprawdę warto spędzić z nią niejeden wieczór, popołudnie, czy poranek... :-)

A gdy zgłodniejmy nad lekturą, warto zastanowić się co dziś warto przygotować na obiad/kolację... ;)

Jak widać nie tylko ogry i cebula mają warstwy. :):):)

Lazania... Moi Mili, nie gniewajcie się na mnie za te bombę kaloryczną. Czasem warto pogrzeszyć. Nawet tak bardzo. :) Zapraszam. :)

Lasagna, czyli lazania
2 osoby, zdecydowanie niebędące na diecie

kilka płatów lazanii (ilość zależy od naczynia)
200 g żółtego sera

Sos mięsno-pomidorowy
Składniki:
1 puszka pomidorów
300 g mięsa mielonego
4 łyżki koncentratu pomidorowego
1 cebula
1 łyżeczka bazylii
1 łyżeczka oregano
1 łyżeczka tymianku
1 łyżeczka słodkiej papryki
0,5 łyżeczki ostrej papryki
sól
pieprz
cukier
olej

Przygotowanie:
Obrać cebulę i pokroić w kosteczkę. Zezłocić na rozgrzanym oleju. Dodać mięso mielone. Usmażyć by mięso nie było surowe. W naczyniu wymieszać pozostałe składniki. Połączyć składniki za pomocą blendera w gładki sos. Sos dodać do mięsa. Podsmażać na małym ogniu aż otrzymamy gęsty sos.

Sos beszamelowy po mojemu, czyli bez gałki muszkatołowej
Składniki:
2 łyżki masła roślinnego
2 łyżki mąki
150 ml mleka

Wykonanie:
Masło roślinne roztopić w rondelku. Dodać mąkę i energicznie wymieszać. Mieszając dodawać mleko. Powinna pojawić się gęsta jednolita masa.

Układanie warstw lazanii. Pamiętajmy o wysmarowaniu naczynia tłuszczem.
Makaron - sos mięsny - ser - beszamel (jak na zdjęciu). U mnie wyszło tak: makaron - sos mięsny - ser - beszamel - makaron - sos mięsny - ser - beszamel - makaron - ser. I tu pamiętajmy, że na wierzchu zawsze musi być ser na makaronie. :)

Zapiekamy w 190'C przez 30 minut.

Smacznego! :)

piątek, 16 września 2011

Kalafior po polsku (razy dwa).

Miałam zrywać z kuchenną monotonią. Miałam odczepić się od tych kalafiorów... Miałam, ale nie umiem. Na swoją obronę pragnę jednak zauważyć, że przygotowałam dziś kalafiora na 2 (a nawet 3 jak się uprzeć) sposoby. Otóż... Ja osobiście najbardziej lubię kalafiory na surowo. Najchętniej gdy ociekają jeszcze lodowatą wodą. Wtedy po prostu padam z zachwytu. Przenoszę się do krainy wiecznej szczęśliwości i zapominam o bożym świecie... Jednak surowy kalafior w ramach obiadu to chyba jednak nie do końca dobry pomysł. Trzeba jednak zjeść coś na ciepło. I tu dochodzimy do kolejnej opcji (dość tradycyjnej). Kalafior z wody polany bułeczką zwaną piaskiem (znacie może inne określenia?). Kto tak nie lubi, no kto? Otóż znam takiego jednego Pana. Jest nim oczywiście mój Luby. (Uwaga dochodzimy do kolejnej wersji kalafiorowego szaleństwa). On najbardziej lubi gdy kalafior z wody trafia na patelnię gdzie jest 'piasek' i jest razem z nim podsmażany. Jak widać dla każdego coś miłego. :) Przepis podaję na dole. :)


Zimny i mokry kalafiorek. M-m! Lepiej być nie może! Czy jestem dziwna z powodu wcinania kalafiora na surowo? ;)


Z lewej wersja dla mojego Lubego, po prawej coś dla mnie. :) Zapraszam. :)

Kalafior po polsku
na 2-3 osoby lub cale stadko gdy jest to dodatek/przystawka

Składniki:
-1 kalafior
-masło (u nas roślinne)
-bułka tarta
-sól
Przygotowanie:
Kalafiora umyć, podzielić na cząstki. w dużym garnku zagotować wodę. Osolić. Kalafiora gotować do miękkości. Na patelni rozpuścić masło. Do rozpuszczonego masła dodać bułkę tartą, wymieszać do połączenia składników. Krótko podsmażyć. Zdjąć ognia. Dla miłośników mojego sposobu odłożyć trochę 'piasku' do miseczki. Na resztę wrzucić odsączonego ugotowanego kalafiora. Podsmażać mieszając. Zjeść póki ciepłe.

Smacznego! :-)

wtorek, 13 września 2011

Sałatka z gotowanych buraczków.

Panie, Panowie... Muszę się do czegoś przyznać. Jestem niepoprawną miłośniczką... czerwonych buraczków. :) Ćwikiełki, barszczyki... Pyszności na pysznościami! :) Czasem dopada mnie faza ziemniaczano-buraczana. Wtedy bym jadła buraczki i zagryzała ziemniaczkami.. I na odwrót. M-m! Taka już moja uroda. Może to okresowe braki witamin? Sama nie wiem. Jednak jak mnie najdzie, nie ma mocnych. Ostatnio faza buraczana nawiedza nas często. I właśnie dlatego bardzo często robię nam taką hym... Co to właściwie jest? 'Surówka'? 'Sałatka'? 'Jarzynka'? Jakieś propozycje? Chętnie zapoznam się z Waszymi opiniami w tym temacie. Proszę napiszcie mi jak nazywacie dodatek do obiadu z gotowanych warzyw. :) Tym czasem nazwę to roboczo sałatką. Najwyżej kiedyś poprawię. :)


Buraki po za tym, że są zdrowe i smaczne... Są jeszcze wyjątkowo urodziwe. Kolory po prostu magiczne. :)


Sałatka buraczkowa
na zimno lub na ciepło, co kto lubi

Składniki:

-4 buraczki wielkości pięści
-1 mała cebula
-1 małe jabłko
-sól
-cukier
-pieprz
-olej rzepakowy
-sok z cytryny
Przygotowanie:

Buraki umyć, odciąć im 'czapeczki' i ugotować na średnim ogniu (wody nalać tyle tylko by zakryć buraczki). Trwa to mniej więcej 40 min do 1 h. Sprawdzać miękkość widelcem. Cebulkę i jabłko pokroić w kosteczkę. Ugotowane buraczki przestudzić, zetrzeć na grubej tarce. Dodać cebulę i jabłko. Doprawić sokiem z cytryny, solą, cukrem i pierzem do smaku. Dodać odrobinę oleju. Wymieszać.

Podawać do wszystkiego do czego mamy ochotę. Pasuje zarówno do kotletów jak i pieczonego mięsa. Świetnie też smakuje z samą kaszą jęczmienną lub gryczaną (moje ulubione połączenie). :)

Smacznego!

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Naleśniki w 5 minut (z 5 składników).

Powiedzcie skąd to się bierze... Taki mały kryzys kreatywności w kuchni? Cóż to za zły głos podpowiada człowiekowi: 'zrób na obiad parówki co się będziesz męczyć' albo 'od kanapek jeszcze nikt nie umarł'? Nie wiem, serio nie wiem. Byłam pod jego toksycznym wpływem całe lato. I głównie jedliśmy fasolkę szparagową lub kalafiory z bułeczką. Nudy koszmarne. Prawda? :)

Jednak narzucić trzeba sobie jakiś rytm i dyscyplinę. W końcu jesteś tym co jesz. Szczególnie, że idzie jesień (a może przyszła już jakiś czas temu? :/) i człowiek będzie bardziej skłonny by żywić się czekoladą i innymi 'comfortfoodami'. Sama siebie motywuję i zobowiązuję do refleksyjnego podejścia do gotowania. Takie moje małe postanowienie w zakresie radzenia sobie z jesienną chandrą. Jak myślicie uda się? :)


W ramach przełamania kuchennej monotonii proponuje dziś coś lekkiego i bardzo szybkiego. Naleśniki dla zbieganych, bo czasem trzeba zrobić 'coś' z 'niczego'. Zapraszam zatem na naleśniki z 5 składników. Proste, zawsze się udają i wszystkim smakują. :)

Naleśniki w 5 min
na około 10 sztuk

Składniki:
-1,5 szklanki mąki
-1 szklanka mleka
-2 jajka
-2 łyżki oleju rzepakowego
-0,5 łyżeczki soli
Przygotowanie:

Wszystkie składniki wymieszać w misce (pamiętając, że każda mąka inaczej chłonie wilgoć i w razie czego ilość mąki może się nieznacznie zmienić, zatem nie wsypujcie od razu wszystkiego lub w razie zbyt gęstego ciasta zawsze można dolać mleka:) ). Ciasto ma być lejące. Smażyć na patelni teflonowej (bez dodatkowego tłuszczu) - porcje ciasta odmierzając łyżką wazową.

Naleśniki można 'nadziać' absolutnie wszystkim. Ja lubię z owocami albo z konfiturą z wiśni. Tak naprawdę ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. :)

Smacznego!

niedziela, 12 czerwca 2011

Placuszki z rabarbarem ze słodkim jogurtem.

Ostatnie dni przyniosły pewną smutną wiadomość. Nie będzie już Durszlaka w postaci do której tak bardzo byliśmy przyzwyczajeni i która tak bardzo lubilismy. Jednak nie wolno się smucić. Niedługo dzięki grupce Pracusiów, nasz kochany Durszlak wróci do życia. Dlatego uważam, że Tomkowi (pierwotnemu założycielowi) Durszlaka należą się podziękowania. Za pomysł, za wszystkie siły włożone w portal, za wzbogacenie naszego bloggowego światka o coś bardzo cennego. Dzięki Tomku! :-) Mam nadzieję, ze nowe oblicze Durszlak ujrzymy już niedługo. Trzymam kciuki za Nowych Twórców i nie mogę się doczekać. Zachęcam do wizyty na Facebooku, gdzie na bieżąco za sprawą fanpage'a możemy monitorować postępy w powstawaniu nowej odsłony Durszlak.pl. Zapraszam! :-)


Jeśli troszkę zgłodnieliście zapraszam na placuszki. Bardzo wiosenne (letnie?), bardzo pyszne. :)


To już drugi przepis na placuszki z rabarbarem. Pierwszy bardzo prosty. Ten odrobinę bardziej zaawansowany. Placuszki wychodzą bardziej treściwe. Przepis powstał w mojej głowie po gruntownym przestudiowaniu internetu. ;)

Placuszki z rabarbarem ze słodkim jogurtem
na 2 głodne osoby

Składniki:

-1 szklanka mąki
-1 jajko "1" lub "0"
-0,5 szklanki kefiru
-1 łyżka ciemnego cukru nierafinowanego
-0,5 szklanki mleka
-0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
-1 łyżeczka cynamonu
-3 łodygi rabarbaru
-1 mały jogurt naturalny
-1 łyżka cukru nierafinowanego

Przygotowanie:

Rabarbar umyć, obrać i pokroić w plasterki. Suche składniki wymieszać w misce (pomijając jedną łyżkę cukru). W miseczce rozkłócić jajko, dolać do niego mleko i kefir. Wymieszać. Połączyć suche z mokrym. Wymieszać. Dodać pokrojony rabarbar. Placuszki smażyć na rozgrzanym oleju na złoto z obu stron. W oddzielnej miseczce połączyć jogurt z łyżką cukru (można więcej).
Placuszki podawać na ciepło polane słodkim jogurtem.

niedziela, 22 maja 2011

Manna z rodzynkami i słonecznikiem.

Mam nowe postanowienie żywieniowe... Będę namaczać. :) Chodzi mi o nasiona i orzechy. Poczytać o tym możecie tu i tu. Ja opowiem Wam wszystko w telegraficzym skrócie.

Pewnie pytacie... po co? Już mówię. W naturalnym środowisku nasiona i orzechy mają pod dostatkiem wody. Człowiek by móc je przechowywać stara się o zapewnienie im jak najsuchszych warunków. Nienamoczone orzechy i nasiona mają w sobie inhibitory enzymów, dzięki którym nie dojdzie do przedwczesnego kiełkowania. Ale co z tego? Onacza to, że nasionko jest w stanie uśpienia. Broni się przed światem zewnętrznym i nie jest w stanie oddać nam swoich cennych składników w pełni. Gdy nasionko dostanie zastrzyk wody zaczyna 'myśleć', że będzie nie długo roślinką i dzięki temu o wiele łatwiej będzie nam przyswoić wszystkie dobra, które w sobie kryje.

Jak namaczać? To proste. Najpierw myjemy nasiona czy orzechy pod bieżącą wodą. Następnie zalewamy wodą (ja używam filtrownej z kranu). Dwa razy więcej wody niż nasionek. Czas namaczania zależy od tego co namaczamy. Tabelka w linku wyżej. Pamiętajcie, woda, która zostaje po namaczaniu jest zbyt wartościowa by wylewać ją do zlewu. Poczęstujcie nią kwiatki w doniczce.

Podsumowując. Dzięki namaczaniu orzechy i nasiona stają o wiele bardziej odżywcze i łatwiej strawne. O wiele łatwiej jest nam je rozgnieść czy zmielić. Zyskują nowy smak. :)

Jednak nie martwcie się, suche orzechy/nasiona nie są trujące. Nie padniecie trupem po ich spożyciu. Jednak dzięki namaczaniu będą one stanowić o wiele bardziej wartościowy posiłek/dodatek do potraw.

Widzicie? Nasiona słonecznika po namoczeniu nawet mają inny kolor. Woda jednak czyni cuda. :)


Dziś trochę dietetycznie. Zwykła manna z rodzynkami i słonecznikiem (namaczaym). Zwykła, prosta... ale pyszna! :)

Manna z rodzynkami i słonecznikiem
na gęsto, na 1 osobę

Składniki:

-1 szklanka mleka
-2 łyżki kaszy manny
-szczypta soli
-troszkę cukru
-rodzynki
-słonecznik namaczany
Przygotowanie:
Mleko zagotować. Do gotującego się mleka wrzucić kaszę, sól, cukier. Gotować 3 min mieszając. Przełożyć do miseczki. Posypać słonecznikim i rodzynkami.

Smacznego!

niedziela, 15 maja 2011

Naleśniki z kaszą gryczaną.

Odkryjmy kaszę gryczaną na nowo. Sprawmy by wróciła do naszej kuchni, by gościła na naszych talerzach, by cieszyła nas swoim wyjątkowym smakiem. W mojej opinii gryczana jest wyjątkową kaszą, zupełnie inną od reszty. Tu już nawet nie chodzi o jej wygląd, albo smak. Jest po prostu magicznie specyficzna. Kiedyś jej nie znosiłam, obsesyjnie. Na sam zapach robiło mi się słabo... Ale dziś to co innego. Stała się moim absolutnym hitem. Wymiata, i już. :)

Jednak polubiłam ją nie tylko ze względu na jej urodę. Kasza gryczana jest wyjątkowo odżywczym produktem spożywczym. Zawiera duże ilości białka i błonnika, witaminy B1 i PP, kwas foliowy, potas, magnez, wapń, żelazo. Jest produktem bezglutenowym, dzięki czemu mogą ją spożywać osoby z celiakią. Jest uznawana za pokarm rozgrzewający, dlatego świetnie się sprawdza w chłodne dni.

Jeszcze jedną zaletą kaszy gryczanej jest to, że niewiele kosztuje. Można ją kupić poporcjowaną w woreczkach, zazwyczaj w pudełku są 4 woreczki po 100 g, lub w opakowaniu zbiorczym (papierowym lub foliowym).Pierwszy rodzaj gotuje się prosto. Plusk do wrzątku na 15-20 min i gotowe. Jednak wiele wiele cennych składników zostaje wtedy w wodzie i w rezultacie wylewamy je do zlewu. Drugi rodzaj gotujemy już w sposób bardziej skomplikowany, lecz nie należy się tym zniechęcać. Należy wtedy przygotować garnek oraz szklankę do odmierzania proporcji. Na każdą szklankę kaszy należy odmierzyć 2 szklanki wody (lekko posolić). Kaszę wsypać do garnka i zalać wodą. Gotuje się około 20 min na wolnym ogniu - pamiętajmy, ze każda kasza jest troszkę inna i może gotować się nieco dłużej lub krócej - do momentu wchłonięcia wody przez kaszę (jednak jeśli będziemy widzieć, że woda już odparowała a kasza jest ewidentnie nie gotowa należy do garnka dolać wody). Pamiętajmy także by kaszy nie mieszać w trakcie gotowania. Po 10-15 min możemy w jednym miejscu wykopać malutki dołek, żeby sprawdzić co dzieję w niższych partiach. Taka kasza jest zdecydowanie cenniejsza. Zachęcam do eksperymentów. :)

Dzisiejsza propozycja jest nieco pracochłonna, ale naprawdę warto spróbować. Osobiście uwielbiam pasjami naleśniki z takim nadzieniem. Co prawda powstał na podstawie przepisu mamy mojego Lubego. Różnica polega na tym, że w miejsce pietruszki (moja wersja) znajduje się mięso mielone. Obie pyszne, ale ja jako piteruszkoholiczka wybieram wersję z zieleniną. :)


Tym razem spróbowałam także innego przepisu na naleśniki. Zaznaczam, że proporcje są płynne, bo każda mąka inaczej chłonie wodę i ważna jest tu konsystencja. Ma być jak gęsta śmietana, ale płynne i lejące. Po pierwszym naleśniku zobaczycie czy się łądnie rozlewa po patelni. Gdy za rzadko dosypcie mąki, gdy za gęsto dolejcie wody lub mleka. :)

Naleśniki z kaszą gryczaną

Składniki:

na naleśniki
2 szklanki mąki
0,25 l mleka
0,25 l wody
2 jajka
0,5 łyżeczki soli
2 łyżki oleju rzepakowego

na farsz
200 g kaszy gryczanej
1 pęczek pietruszki
2 cebule
200 g pieczarek
sól
czarny pieprz

Przygotowanie:

naleśniki
Wszystkie składniki wymieszać w dużej misce. Ciasto ma mieć konsystencję gęstej śmietany i być odpowiednio lejące by można było je rozlewać po patelni. Smażyć na teflonowej patelni bez tłuszczu.

farsz
Kaszę gryczaną ugotować. Cebulę pokroić w kostkę i zeszklić na patelni na oleju. Pieczarki obrać, umyć, pokroić w drobne plasterki. Usmażyć na tej samej patelni co cebulę (bez zmywania po drodze). Pietruszkę umyć i posiekać. Wszystkie składniki wymieszać, doprawić solą i pieprzem do smaku.

Naleśniki nadziewać farszem. Przed podaniem podgrzać na patelni.

Smacznego!

sobota, 7 maja 2011

Pita i domowy kebab.

Z okna mojej kuchni jest widok na 'kebabownie'. Taki bar na szybko: trzy stoliki, dowożą na telefon. Boję się tam wejść. :) Niestety jestem człowiekiem małej wiary i mam wrażenie, że odnajdę w nim więcej E niż oryginalnych smaków. Postanowiłam, że zrobię im konkurencję. A co! I będę nawet ambitniejsza. Chlebki (placki?) pita zamiast białych buł, zero glutaminianu sodu i spółki (absolutne zero!), sosik domowy czosnkowy (niemalowany, niewzmacniany).

Zacznijmy od pity. Strasznie śmieszne stwory. Łatwo się je robi, choć może ostatnia faza - patelniana - wymaga małych czarów. Przepis na pity pochodzi z pewnego sympatycznego bloga. Autorkę, Olę, bardzo serdecznie pozdrawiam i polecam wszystkim blog 2 smaki.

Kebabowe wymysły to już moja działka. Mam tu pewna uwagę. Zaznaczam od razu, że nie jest to reklama... Po prostu chcę polecić tę przyprawę. Po pierwsze, pyszna kompozycja - naprawdę się im udała. Po drugie, zero glutaminianu, zero! To wielka zaleta. Z resztą na stronie opisany jest szczegółowo skład. Dobra sprawa gdy ktoś lubi naturalniej i prościej. Tak jak ja. :)

Przepis podam niżej. Ale zobaczcie jak te pity śmiesznie puchną! Mój sposób na duże bąble to położenie placków na cieplej patelni (u mnie patelnia do naleśników) na maluteńkim gazie a następnie podkręcanie gazu coraz bardziej. Pozwoli to plackom stopniowo się napompować. Wtedy zostanie już nam tylko napchanie ich ulubionymi dodatkami. :)

My tu pitu-pitu, a kebaby same się nie zrobią! Do działa zatem, do dzieła! ;)


Chlebek/placek pita
porcja na 4 placki

Składniki:

-1 szklanka mąki
-0,5 łyżeczki soli
-0,5 łyżki cukru
-0,5 łyżeczki drożdży instant
-ciepła woda (ok 0,3 szklanki)

Przygotowanie:

Wszystkie składniki mieszamy w misce. Wody dodać tyle by ciasto było elastyczne (trochę jak na na pizzę. Ciasto wyrobić. Zostawić do wyrośnięcia. Zagnieść ponownie. Podzielić na 4 części. Placki cienko wałkować. Smażyć na suchej patelni.

Kebab domowy
receptura elastyczna - opowiem o swoim - mięso nieobowiązkowe :)

Składniki:

-chlebki/placki* pita
-pierś z kurczaka
-przyprawa do kebaba
-ząbek czosnku
-jogurt naturalny
-majonez
-pomidor
-ogórek
-szczypiorek
-kapusta pekińska
-olej rzepakowy

Przygotowanie:
Mięso pokroić w paski. Dodać do niego łyżkę przyprawy i 2 łyżki oleju. Zostawić na 30 min do przegryzienia się.
Warzywa umyć i pokroić w stosowne kawałeczki.
Jogurt wymieszać z majonezem, dodać sól i ząbek czosnku rozgnieciony praską. Wymieszać.
Mięso usmażyć (bez dodatkowego oleju) na rozgrzanej patelni.
Pity (fajnie, żeby pita była ciepła -użyć świeżej jeszcze gorącej lub podgrzać tę, która ostygła na patelni) rozkrajać i wkładać składniki do środka, lub zawinąć w nie warzywa/mięso/sos jak w tortillę.

Smacznego!

* Pomocy... Chlebki czy placki? Bo już sama nie wiem. ;-)

czwartek, 5 maja 2011

Kotleciki z zielonej soczewicy.

Och jej, jak ja nie lubię tradycyjnych kotletów mielonych. Jest to jedna z niewielu potraw, której nie chcę tknąć nawet kijem. :) Jednak można znaleźć alternatywę. Smaczniejszą, zdrowszą, lżejszą... Nie stającą w gardle i nie zalęgającą w nieskończoność w żołądku. Namówiła mnie (tak, znowu) moja siostra. Muszę przyznać, że fajnacko wyszedł jej ten przepis - już nigdy, absolutnie nigdy, nie będę skazana na kotleciska tradycyjne. Z tej porcji wyszło mi kotletów ogromnie dużo (kilkanaście, bo lubię malutkie), więc nadliczbowe trafiły do zamrażalnika. Odmrażają i odgrzewają się bajczenie prosto (odrobina wody i masełka). Warto zrobić zapas by w każdej chwili zrobić sobie ciepłe danie na szybko. Jestem ekstremalnie zachwycona, polecam wszystkim. Ach, jeszcze jedno, soczewica nie powoduje wzdęć, więc nie bójcie się spróbować. Jedyne co ryzykujecie to przejedzenie, bo na jednym kotleciku ciężko skończyć... :-)

Ogólnie, jest to mój pierwszy kontakt z soczewicą w postaci ziarenek (wcześniej pochłaniałam tylko ogromne ilości kiełków). Bałam się, że gotowanie będzie trudne, a soczewica po ugotowaniu będzie jak zmielona podeszwa... Nic bardziej mylnego. Soczewicę gotuję się prosto (nie trzeba jej moczyć bo świetnie wchłania wodę) i w miarę szybko, w miarę. Smakuje dobrze i jest źródłem cennych składników odżywczych. I jest tania. Za paczkę 350 g zapłaciłam niecałe 4 zł. Mięso pod tym względem odpada w przedbiegach... Tanio, smacznie, zdrowo. Świetnie prawda? Życzę udanych eksperymentów z soczewicą. :-))


Przepis kradziony od siostry, a że kradzione nie tuczy zapraszam do gotowania! :-))

Kotleciki z zielonej soczewicy
na kilkanaście małych sztuk lub kilka dużych

Składniki:

-1 szklanka zielonej soczewicy
-2 jajka
-1 cebula
-bułka tarta
-dużo majeranku
-sól
-pieprz
-olej rzepakowy do smażenia

Przygotowanie:

Soczewicę ugotować zgodnie z zaleceniami producenta (info na opakowaniu). Odcedzić, zmiksować tak by niektóre ziarenka zostały w całości (zrobiłam to końcówką blendującą do miksera - uwaga róbmy to z wyczuciem by nie przegrzać silnika). Cebulę obrać, pokroić w kosteczkę, zeszklić na oleju. Dodać do soczewicy (oczywiście troszkę przestudzoną). Do masy dodać jajka, przyprawy w ilości zgodnej z upodobaniami oraz bułkę tartą (tyle by masa była jednolita i w miarę zwięzła by dało się formować kotleciki). Z masy formować kotleciki (nie za duże - np. wielkości mandarynki). Kotleciki obtoczyć w bułce tartej i smażyć na rozgrzanym oleju obustronnie aż nabiorą złotego koloru.

Smacznego!

czwartek, 4 listopada 2010

Barszcz ukraiński.

Mam dylemat. Muszę się zaopatrzyć w jakieś urządzenie typu mikserowatego, które pozwoli mi ubijać, mieszać, mikscować i ucierać... Nie wiem czy pójść w stronę mikserów ręcznych (ich niewątpliwą zaletą jest cena i prostota użytkowania) czy skłonić się ku blenderom/malakserom (przerażją mnie ceny, nie wiem czy warto aż inwestować). Ogólnie najczęściej robię podstawowe rzeczy, do których wystarczy użyć końcówek 'od piany' albo 'haków do ciasta' (moje własne nazewnictwo mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi). Nigdy sama sobie takich cudów nie kupowałam, dotychczas żerowałam na sprzecie mojej drogiej Rodzicielki. Pomóżcie i doradźcie co tak naprawdę sprawdza się w kuchni i na co warto wydać pieniądze. Chcę uniknąć posiadania pięknego sprzetu, którego możliwości nie wykorzystam nawet w połowie. Jeśli macie swoje typy chętnie się z nimi zapoznam (szczególnie z nazwami modeli i opisem ich zalet i wad). Czekam na Wasze wskazówki. Będą ona dla mnie wyjątkowo cenne! :-)


Jednak nie samym sprzętem kuchennym człowiek żyje. Pora na coś dobrego do jedzenia, mimo, że pogoda za oknem nie nastraja za dobrze. Na jesienne słoty najlepsza jest zupa. Polecam szczególnię taką, której składnikiem są buraki. Nie ma to jak trochę koloru podczas jesiennej niepogody.

Barszcz ukraiński
weź duży garnek!

Składniki:
- 3 marchewki
- 1 pietruszka
- 1 seler
- 3 listki laurowe
- 6 ziarenek ziela angielskiego
- 0,5 łyżeczki soli
- 5 skrzydełek kurczęcych
- zimna woda

- 1 kg buraków
- biała kapusta
- ziemniaki
- puszka białej fasoli
- sok z połowy cytryny
- sól
Przygotowanie:
Do dużego garnka wlać zimną wodę i wrzucić składniki na wywar (pomijając sól). Gotować przez godzinę na wolnym ogniu. W połowie gotowania posolić. Z wywaru usunąć warzywa i przyprawy. Buraki ugotować w skórkach, ostudzić i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Do wywaru wrzucić kapustę pokrojoną w kwadraciki, surowe ziemniaki pokrojone w kostkę oraz fasolę. Gotować 10 min. Dodać buraki. Przyprawić solą do smaku i zakwasić sokiem z cytryny. Zagotować i chwilę pogotować. Przed podaniem można, ale niekoniecznie, dodać śmietanę.

Smacznego! :-)

czwartek, 23 września 2010

Papryka faszerowana na dobry początek jesieni.

Jesień zaczynam żując korę cynamonu... Jesień zaczynam pierwszym w tym roku jesiennym spacerem. Jesień zaczynam kubkiem kawy z mlekiem. I wcale nie jest mi smutno, że lato już za nami. Ciepłe swetry nie są takie złe. Kozaki to moje ulubione buty. Troche tęksnię do porannych mgieł i lodowatych poranków (cudnie budzą). Chcę upiec szarlotkę, najeść się na zapas cukinii, nacieszyć się śliwkami i poszaleć z papryką. Dziś papryka faszerowana. Przepyszna.

Jesiennie i czerwono. Zapraszam. :-)

Papryka faszerowana
na 8 osób

Składniki:
- 600 g mięsa mielonego
- 8 papryk czerwonych
- 3 duże cebule
- 1,5 torebki ryżu
- natka pietruszki
- 2 jajka
- kostka rosołowa
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego
- sól
- pieprz
- wrzątek
Przygotowanie:
Mięso zmielić. Ryż ugotować. Cebule pokroić w kostkę i usmażyć na lekko złoto. Posiekać natkę. Mięso, ryż, cebule, pietruszkę, jajka, sól i pieprz wymieszać w dużej misce. Papryki umyć. Odciąć 'czapeczki'. Usunąć pestki. Wypełnić papryki masą mięsną. Przykryć czapeczkami i ustawić w dużym garnku obok siebie. W 0,5l wrzątku rozpuścić kostkę i koncentrat. Zalać papryki. Dusić na średnim ogniu przez 40min.

Smacznego! :-)