Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tydzień kulinarny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tydzień kulinarny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 stycznia 2010

Sałatka z tortellini.

I przyszedł. Na razie nieśmiało puka do moich drzwi, ale już czuję jego obecność. Nie wiem czy macie podobne odczucia, ale jestem niewolniczo podporządkowana podziałowi czasu na lata, pory roku, miesiące... Nawet nie wiem dlaczego. Pora zatem zamknąć rok 2009. Najlepszym zamknięciem będzie podsumowanie, takie malutkie...

Moi Mili, z radością donoszę, że w roku 2009 na moim blogu opublikowałam 74 posty, podzieliłam się 71 przepisami, wzięłam udział w 22 zabawach kulinarnych oraz zorganizowałam osobiście 2 akcje kulinarne. Wynik całkiem przyzowity, jednak zdecydownie należy go pobić. Prawda? :-)

Historia tej sałatki jest długa i zakręcona. Zaczęła się całkiem niedawno, na pewnej imprezie składkowej. Spróbowałam tej sałatki, w której były tortellini, ananas, kukurydza i prażone pestki słoncznika i coś jeszcze. Bardzo, bardzo przypada mi do gustu. Niestety nigdzie nie mogę znaleźć przepisu. Może Wy go znacie? Jednak postanowiam się nie poddawać i przygotować sałatkę z tortellini. Pogrzebałam, poszukałam, zweryfikowałam zawatość lodówki, troszkę zmieniłam i tak oto powstała sałatka z tortellini w roli głównej. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. :-)

Jest to moja kolejna propozycja w ramach akcji Kuchnia Świąteczna i Noworoczna zorganizowanej przez OlgęSmile, która prawdzi boga SmakImprezy.pl.

Sałatka z tortellini
wychodzi jej mnóstwo!

Składniki:

- 1 opakowanie tortellini z mięsem
- 4 ogórki konserwowe
- 1 puszka kukurydzy
- 2 ząbki czosnku
- 150 g żółtego sera
- 2 łyżki majonezu
Przygotowanie:

Tortellini ugotować zgodnie z przepisem na opakowaniu. Wystudzić (moje stygły 2 h). Ser zetrzeć na tarce. Ogóreczki pokroić w kostkę. Czosnek rozgnieść. Do miski wsypać wszystkie składniki. Delikatnie wymieszać.

Smacznego! :-)

czwartek, 3 grudnia 2009

Skandynawskie ciasteczka Pepperkakor.

Dziś kolejny dzień nastrajania się przedświątecznego. Chyba pora sięgnąć po kasetę magnetofonową (używacie jeszcze takich wynalazków?) z nagraniami najpiękniejszych polskich kolęd w wykonaniu Alibabek. Słucham jej odkąd pamiętam. Święta bez tej kasety się zupełnie nie liczą. Gdy usłyszę "Bracia patrzcie jeno... Jak niebo goreje!" albo "Pójdźmy wszyscy do stajenki..." to wtedy dopiero zaczynam czuć prawdziwą atmosferę Bożego Narodzenia. Do tego jeszcze pierogi z kapustą i grzybami... Mmm... Nie wiem jak wytrzymam te trzy tygodnie. Mam nadzieję, że szybko zlecą, a potem tylko przyjdzie wypoczynek i miłe chwile spędzone w rodzinnym gronie... :-)


Przepis na te urocze ciasteczka praktycznie w całości jest inspirowany blogiem A Spoonful of Sugar. Przeliczyłam go jednak z masy na objetość i usunęłam pewien składnik, za którym nie przepadam... Mnie i mojej rodzinie bardzo smakują. Szczególnie w wersji nielukrowanej.

Jest to moje druga propozycja w ramach III Festiwalu Pierniczków zorganizowanego przez Maltę. :-)

Skandynawskie ciasteczka Pepperkakor

Składniki:
- 60 g masła
- 0,33 szklanki cukru
- 2 łyzki mleka
- 1 łyżka płynnego miodu
- 1,33 szklanki maki
- 0,5 łyżeczki cynamonu
- 1 łyżeczka imbiru
- 0,5 łyżeczki kardamonu
- 0,5 łyżeczki sody
Przygotowanie:
Masło rozpuścić z cukrem i miodem. Lekko ubić trzepaczką. Pozostałe składniki wymieszać w misce. Dodać przestudzone składniki płynne. Wyrobić. Jeśli się słabo zagniata dodać dodatkową ilość mleka. Zagniecione ciasto podzielić na 4 kulki, każdą owinąć folią spożywczą i na noc schować do lodówki.
Następnego dnia wyjąć ciasto z lodówki i ponownie zagnieść aż będzie miękkie i elastyczne. Piekarnik rozgrzać do 180'C. Ciasto rozwałkowywać na grubość około 3 mm podsypując mąką. Wykrawać ciasteczka i układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec 8-10 minut.

Smacznego! :-)

wtorek, 1 grudnia 2009

Moje ulubione pierniczki.

Dziś jest bardzo smaczne święto. Święto miłośników przypraw korzennych, kolorowego lukru i najróżniejszych cukrowych ozdób... Oczywiście mam na myśli Dzień Pierniczków (nawet jeśli go nie ma w oficjalnym kalendarzu to zdecydowanie taka data jest zaznaczona na czerwono w moim małym kalendarzyku). W tym roku zbiega się on także, z otwarciem III Festiwalu Pierniczków zorganizowanym przez Maltę, która prowadzi blog Strega gotuje. Jest to bardzo miły początek grudnia, czyli wielkiego odliczania dni do Bożego Narodzenia. Co prawda jeszcze nie do końca odczuwam tę atmosferę, ale myślę, że z każdym dniem będzie coraz bardziej świątecznie... :-)



W tym roku upiekłam moje pierniczki z przepisu, o którym pisałam w zeszłym roku. Jednak tym razem wpowadziłam pewne modyfikacje, dzięki którym mają one jeszcze bardziej wyrazisty smak. Zmiany może są bardziej kosmetyczne, ale pozowolę sobie przypomnieć Wam ten przepis w całości. Oczywiście zaznaczę co się zmieniło pod wpływem mojego natchnienia niedzielnego.

Pierniczki
moje ulubione

Składniki:
- 3,5 szklanki mąki
- 0,5 szklanki cukru pudru
- 0,75 szklanki miodu naturalnego
- 0,5 kostki masła
- 1 jajko
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 0,5 łyżeczki sody
- 3 łyżki przyprawy do piernika
Przygotowanie:

Rozgrzać piekarnik do 180'C. Masło rozpuścić w rondelku. W dużej misce wymieszać mąkę, proszek i sodę. W garnuszku wymieszać cukier, miód i przyprawę korzenną. Podgrzać aż masa będzie płynna. Nie zagotowywać. Do mąki dodać przestudzoną masę miodową i przestudzone stopione masło. Połączyć. Dodać jajko. Wyrobić ciasto. Od czasu do czasu podsypać mąką w razie potrzeby. Ciasto rozwałkowywać mniej więcej na kilka mm (Ja wolę grubsze niz cieńsze). Podsypywać rozwałkowywane placki mąką by ciasto nie przywarło do stołu. Wykrawać ciasteczka. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia opruszonym delikatnie mąką.
Piec 10-15 min. Radzę zaglądać. Po kolorze łatwo zgadnąć kiedy będą gotowe.

Pierniczki po 24 h od upieczenia chowam do szczelnych pojemników (np. puszki, pojemniki plastikowe przeznaczone do mrożenia produktów) i wyjmuję je dopiero dwa dni przed Wigilią. Wtedy ulegają polukrowaniu a następnie... masowej konsumpcji. :-)

A do tego...

Lukier cytrynowy

2 łyżki cukru pudru
2 łyżeczki soku z cytryny

Wymieszać i kręcić, ucierać, kręcić, ucierać i jeszce raz kręcić, aż nabierze odpowiedniej konsystencji. Pamiętajmy, że taki lukier szybko zastyga w misce a wolno na ciasteczkach. Jeśli ktoś lub mniej kwaśny może zastąpić jedną łyżeczkę soku łyżeczką wrzątku. :-)

Smacznego! :-)

sobota, 28 listopada 2009

Crumble jabłkowe z nutką korzenną.

Dzięki Tygodniowi korzennemu, który zorganizowała Ptasia, zrobiłam bardzo ważną rzecz. Chodzi o porządek w przyprawach. Odkryłam, że mam spory zapas cynamonu (5 torebek!), kardamonu, imbiru, przyprawy piernikowej, gałki muszatołowej oraz oczywiście goździków (co prawda w całości, ale przynajmniej stary młynek do pieprzu nie będzie bezrobotny). W związku z tym czuję się w pełni przygotowana do okresu świątecznego. Przecież już niedługo (w sumie to już ostatni dzownek) trzeba przygotować pierniczki by zdążyły zmięknąć do Wigilii...


Zazwyczaj przepisy na crumble jabłkowe zalecają by dodać do niego jedynie cynamon. Jednak przy takim pachnącym święcie nie mogłam sobie odmówić i dorzuciłam jeszcze odrobinę przyprawy do piernika. Moje crumble nie dość, że jest pyszne to jeszcze tak mile rozgrzewa. Zachęcam do eksperymentów, szczególnie z jabłkami, ponieważ do nich pasuje naprawdę wiele smaków. :-)


Crumble jabłkowe z nutką korzenną
na 3 osoby lub dwa głodomory

Składniki:

- 3 jabłka (ja dałam jedną antonówkę, jednego championa i jedną elizę)
- 0,5 łyżki cukru
- 2 łyżki wody
- 1 łyżeczka cynamonu
- 0,5 łyżeczki przyprawy do piernika
- 2 kopiaste łyżki mąki
- 2 łyżki płatków owsianych
- 1 łyżka brązowego cukru
- 1,5 łyżki masła
Przygotowanie:

Jabłka obrać, pokroić w kostkę. W garnuszku lekko je rozgotować z cukrem i wodą tak by niektóre owoce pozostały w całości. Lekko ostudzić. Doprawić cynamonem i przyprawą do piernika. Składniki kruszonki wymieszać. Uformować kruszonkę (stram się formować w palcach małe kuleczki). W naczyniu żaroodpornym ułożyć warstwę owoców a następnie posypać ją kruszonką. Piec 20 min w 180'C.
Podawać na ciepło. Jesli ktoś lubi może podawać je w towarzystwie lodów waniliowych lub bitej śmietany.

Smacznego! :-)

środa, 11 listopada 2009

Galaretka z nóżek.

Gotujemy po polsku! - edycja II

Tak wiem, dziś jest święto Marcinów. Dziś powinno się spożywać głównie pyszne rogale w dużych ilościch... Ale jak to z mężczyznami często bywa nie każdy z nich lubi słodycze, więc wszystkim Marcinom i każdemu z osobna dedykuję tę oto galaretkę z nóżek. Wszystkiego najlepszego Panowie! :-)


Bardzo popularne imieniny w tym kraju pragnę połączyć z jeszcze jedenym świętem. Nie, nie mam na myśli Święta Niepodległości... Chodzi mi o akcję zorganizowaną przez Andrzeja i Irenę prowdzących blog Kuchnia Ireny i Andrzeja pod patronatem serwisu zPierwszegoTłoczenia.pl. Gotujemy po polsku! Niby krótkie zdanie a zawiera w sobie tak wiele. Tyle różnych potraw, tyle regionów, tyle tradycji i tyle smaków... Chyba nie ma drugiej tak bogatej akcji kulinarnej. I tak bliskiej każdemu z nas... Gotujmy zatem po polsku w naszej niepodległej Polsce! :-)


Przepis pierwotnie pochdzi z książki, z której bardzo często korzysta się w moim domu. Mam na myśli Kuchnię Polską, wydaną w 1979 roku w Warszawie przez Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne. Jest to najlepszy zbiór polskich przepisów jaki znam. Nie ma sobie równej. Jest to absolutnie najlepsza książka kucharska. Tej wersji będę się trzymać. :-)

Jednak receptura została zmieniona na użytek domowy, jeśli ktoś ma ochotę zapoznać się z oryginałem zachęcam do lektury. :-)

Galaretka z nóżek wieprzowych

Składniki:

- 3 nóżki wieprzowe
- 0,5 kg łopatki wieprzowej
- 3 marchewki
- 1 cebula
- 1 seler
- 1 pietruszka (korzeń)
- 5 liści laurowych
- 8 ziaren ziela angielskiego
- sól
- czarny mielony pieprz
- 1 ząbek czosnku
Przygotowanie:

Do dużego garnka z zimną wodą wkładamy nóżki, mięso, warzywa, listki i ziele. Gotujemy na wolnym ogniu 3-4 h. W połowie gotwania solimy. Gdy już się ugotuje wyjąć nóżki, mięso. Odcedzić warzywa. Obrać nóżki. Nóżki i mięso posiekać. Dodać do wywaru. Zagotować. Dodać dużo pieprzu i jeden ząbek rozgniecionego czosnku. Zagotować. Przygotować miseczki. W każdej umieścić na dnie plasterek marchewki. Zawartośc garnka wlać do miseczek. Ostudzić. Gdy ostygną wstawić do lodówki. W pełni stężeją dopiero po pewnym czasie stania w lodówce.
Podawać na zimno skropione obficie dużą ilością świeżo wyciśniętego soku z cytryny.

Smacznego! :-)

sobota, 31 października 2009

Ciasto dyniowe.



O rany, ale mnie tu dawno nie było. Wybaczcie, ale ostanio mam starsznie dużo na głowie. Oczywiście sama sobie na tę głowę to wszystko wtłoczyłam... ale nie żałuję. Jest mi tylko trochę szkoda, że nie mam możliwośći blogować tak często jakbym chciała. Pewnie to tylko okresowe problemy z organizacją czasu. Obiecuję poprawę (choć nie wiem jak często i co będzie wygrywało pojedynek blog:praca magisterska, trzymam kciuka za to pierwsze). A właśnie, jeśli kiedyś ktoś Wam powie, że ostani rok studiów (V rok) jest luźny i nie ma na nim już tyle zajęć to za żadne skarby mu nie wierzcie. Serio... ;-)

Ostatnio wszystko zostawiam na ostanią chwilę. Niestety zrobiłam tak też w związku z Festiwalem Dyni oragnizowanym przez naszą Beę. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i dalej będziecie tu do mnie zaglądać! :-)

Inspirowałam się przepisem znalezionym u Abbry. Niestety z braku dużej blachy dokonałam pewnych modyfikacji. Prawdę mówiąc dość znacznych. Widać jest to ciasto odporne na błędy bo wyszło mimo zmiany proporcji. Polecam!

Ciasto dyniowe na Halloween

Składniki:
na dużą keksówkę

1,5 szklanki utartej na grubych oczkach dyni
- 1,5 szklanki mąki
- 0,5 szklanki cukru
- 2 jajka
- 0,5 szklanki oleju
- 2 łyżeczki cynamonu
- 0,5 łyżeczki sody
- 2 łyżeczki cukru waniliowego
- 50 g orzechów włoskich
- małą garsteczka rodzynek
Przygotowanie:

Jajka ubić z cukrem. Dodać olej, wymieszać. Dodać mąkę, sodę, cynamon, cukier waniliowy. Wymieszać. Dodać dynię, pokrojone orzechy i rodzynki. Wymieszać.
Piec 50 min w 180'C.

Smacznego! :-)

sobota, 15 sierpnia 2009

Confession of a Muffinaholic...

Wiem, że ludzie mają w życiu większe kłopoty. Wiem, że to może śmieszne... Ale niestety muszę Wam to wyznać. Mam dość. To już za dużo. Przedawkowałam muffinki... Potrzebuję przerwy. Muszę zmusić mój umysł do poruszania się po innych ścieżkach, do głębszych przemyśleń nad tym co przygotowuję, gotuję. W końcu, nie chcę się kiedyś zamienić w jedną wielką muffinkę! Zatem uroczyście ogłaszam: muffinkom mówię DOŚĆ. Nie twierdzę, że już nigdy nie przygotuję żadnych babeczek. Oj, jestem od tego bardzo daleka! Po prostu chcę się zaprzyjaźnić też z innymi przepisami, recepturami, wypiekami, daniami i kuchniami... :-)

W ramach pożegnania pragnę zaprezentować Wam od czego zaczęła się moja muffinkowa miłość. Pewnie bardzo banalnie, ale coż, takie jest to nasze życie... :-)



Jestem w zupełności pewna, że każdy z Was widział ten fragment porogramu Nigelli już tysiące razy. Ja z resztą też... Jednak nadal zajmuje specjalne miejsce w mojej pamięci. Obejrzyjcie go jeszcze raz i trzymajcie kciuki za czas gdy muffinki w mojej kuchi będą miały urlop. Mam nadzieję że od siebie odpoczniemy i gdy znowu się z nimi spotkam wyjdzie z tego tylko coś pysznego. Ahoj, udanego wypoczynku moje Drogie! :-)


Głównym wykonawcą (oczywiście czynności bezpiecznych dla dzieci) jest moja kochana Siostrzeniczka, którą zapewne widzieliście na blogu mojej starszej siostry Trus pichci. Rośnie nam tu wielki talent kulinarny a my pękamy z dumy! :-)))

Ach, prawie zapomniałam! Muffinki biorą udział w akcji W jednej kuchni z N. Lawson. Bazowałam na przepisie pochodzącym ze strony Nigelli. Możecie go znaleźć TU. :-)

CHOCOLATE CHIP MUFFINS, czyli muffinki wielce czekoladowe

Składniki:
12 sztuk

- 250 g mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
- 2 łyżki kakao dobrej jakości
- 175 g cukru
- 150 g groszków czekoladowych (lub czekolady odpowiednio drobno pokrojonej)
- 1 szklanka mleka
- 90 ml oleju
- 1 duże jajko
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
Przygotowanie:

Rozgrzac piekarnik do 200'C. W jednej misce wymieszać ze sobą suche składniki, w drugiej mokre. Wymieszać suche z mokrymi. Wypełnic blaszkę (wyłozoną wcześniej papilotkami) ciastem. Posypać kilkoma groszkami każdą babeczkę. Piec 20-25 min.

Smacznego! :-)

sobota, 30 maja 2009

Naleśniki z młodą kapustką.

Miały wyjść delikatne i subtelne naleśniczki z kapustą... A jak widzimy wyszły naleśniki z Marsjan (Wenusjan? Choć może to byli Jowiszjanie). ;-) Nie spodziewałam się, że młoda kapustka pod wpływem gotowania praktycznie nie taci swojego koloru. Czyżby była fabowana? Naprawdę nie wiem jak to wytłumaczyć i zapewniam, że nie są to naleśniki ze szpinakiem. O nie, nie!


Jednak to nie koniec intensywnych barw na naszych wczorajszych talerzach. W ramach deseru część z naleśników została wypełniona domowym dżemem z czarnej porzeczki. Ojej, jakie były kwaśne. Następnym razem będę musiała pomyśleć o jakimś słodkim towarzyszu, który zgłagodzi trochę kwaśną minę porzeczki. ;-)

Przepis pochodzi ze biorów domowych i jest moją propozycją w zabawie blogowej "Naleśnikowy tydzień" zorganizowanej przez nette7, która prowadzi blog Fabryka Smaku. :-)

Składniki:

- 2 jajka
- 0,5 l mleka
- 0,6 kg mąki
- 0,5 płaskiej łyżeczki soli
- 2 łyżki oliwy
- główka młodej kapusty
- 2 cebule
- sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:

naleśniki:
Z białek ubić pianę. Odstawić. W misce połączyć pozostałe składniki. Dodać pianę i wszystko razem wymieszać. Ciasto ma mieć konsystencję dość gęstą ale lejącą. Usmażyć naleśniki.

farsz:
Pokroić kapustę na ćwiartki i ugotować w samej wodzie. Wyjąć, ostudzić i wycisnąć. Posiekać. Cebule pokroić w drobną kostkę i zeszklić na patelni. Dodać kapustę. Razem przesmażyć. Dodać sól i pieprz do smaku.

Naleśniki nadziewać farszem i później podgrzewać je na patelni.

Smacznego! :-)

środa, 4 lutego 2009

Vanilkove rohlicky.



Jak ten czas leci...


O 13 mam egzamin... Dlatego w bardzo telegraficznym skrócie biorę udział w Tygodniu Kuchni Czeskiej. Szkoda, że tak sympatyczny tydzień pokrywa się z sesją. Tak to juz w życiu bywa. ;-)


Miałam bardzo ambitne plany w zakresie kuchni czeskiej, jednak musiałam je nieco zrewidować w związku z niedopuszczeniem do egzaminów zerowych. ;-) Przepis na te słodziuchne ciasteczka pochodzi z tej strony. Ja go oczywiście pozmieniałam.

Składniki(na 20 sztuk):
- 0,5 kostki masła
- 1 szklanka mąki
- 0,5 szklanki utartych na drobnych oczkach migdałów
- 3 łyżki cukru
- 1 cukier waniliowy
- szczypta soli
Przygotowanie:
1. Utrzeć cukry z masłem. Dodać mąkę, sól. Wymieszać. Dodać migdały. Wymieszać.
2. Odstawić ciasto na godzine do lodówki.
3. Po wyjęsciu formowac wałeczki grubości 1 cm i układać na blasze wyłożonej papierem w postaci małych podkówek.
4. Piec 20 min w 200'C.
5. Jeszcze gorące posypać niewielka ilością cukru pudru.

Smacznego! :-)

środa, 21 stycznia 2009

Przepyszne drugie śniadanie.



Zamiast się uczyć... śniadam sobie w najlepsze...


Sesja depcze mi po piętach. Dziś prezentacja, jutro prezentacja, zaliczenie, w piątek kolowium i tak jeszcze przez trzy tygodnie. Ale nie będę narzekać. W gruncie rzeczy mam nawet dobry humor i chęci do pracy, ponieważ solidnie podjadłam. Nie ma to jak dobre drugie śniadanko. :-)


To będzie moja druga propozycja w ramach Sezamowego Tygodnia. Jak widać temat przewodni bardzo przypadł mi do gustu. No ale nie będę się rozpisywać. Nauka wzywa. Szybko podam przepis i już mnie nie ma. :-)

Składniki:
- 2 mandarynki
- 1 łyżka płatków pszennych
- 1 łyżka płatków kukurydzianych
- 1 łyżeczka otrąb pszennych
- 0,5 kubeczka jogurtu naturalnego
- 1 łyżka prażonego sezamu
- kilka suszonych żurawin
Przygotowanie:
Połączyć składniki w dowolny sposób. Co by sie nie zrobiło i tak będzie pyszne.

Smacznego. :-)

niedziela, 18 stycznia 2009

Sezamowe ciasteczka szczęścia z żurawiną.



Wspólne zabawy kulinarne sięgają coraz to nowszych tematów. Stawiają przed nami, bloggerami, coraz to nowsze wyzwania. Dla mnie starcie z sezamem było całkiem sporym kłopotem... Dotychczas nie zwracałam uwagi na te malutkie, śliczne ziarenka. Jednak Sezamowy Tydzień zmotywował mnie do tego by jednak się przełamać i w końcu przyrządzić pierwszą potrawę w życiu zawierającą sezam! :-)


Na Sezamowe Ciasteczka Szczęścia trafiłam już dawno. Najpierw na blogu Dorotus76, a później sprawdziłam prawdziwe źródło z jakiego pochodzi ten przepis. Zamieściła go jakiś czas temu jedna z użytkowniczek forum Cincin. Jednak za każdym razem jakoś go omijałam... Odkładałam je na potem. Teraz nadszedł ich czas. :-)


Oczywiście nie byłabym sobą gdybym czegoś nie napsuła w przepisie. Drastycznie zredukowałam ilość cukru, dodałam suszone żurawiny i rodzynki. Wyszło co wyszło. Jest to nawet całkiem smaczne. Nie sądziłam, ze żurawina może się tak pięknie komponować z sezamem. Polecam Wszystkim to zestawienie. :-)


Podam przepis po moich modyfikacjach. Oryginał możecie znależć w linkach zamieszczonych nieco wyżej.

Składniki (na 16 sztuk):
- 0,33 szklanki ziaren sezamu
- 50 g masła
- 0,25 szklanki cukru
- 1 jajko
- 1 łyżeczka cukru waniliowego
- 0,33 łyżeczki proszku do pieczenia
- 0,75 szklanki mąki
- 1 szczypta soli
- 0,5 łyżeczki cynamonu
- 1 garstka mieszaniny suszonych żurawin i rodzynek
Przygotowanie:
1. Na suchej patelni uprażyć sezam aż się leciutko zrumieni.
2. Cukry utrzeć z masłem. Dodać jajko. Wymieszać mąkę, proszek, sól i cynamon. Suchą mieszanię stopniowo dodać do masy. Nadal ucierać. Dodać połowę uprażonego sezamu. Wymieszać.
3. Ciasto wstawić na 2 godziny do lodówki.
4. Po upływie 2 h rozgrzać piekarnik do 190'C. Przygotować blachę.
5. Z ciasta formować kuleczki wielkości orzechów włoskich. Obtaczać w sezamie. Rozpłaszczać. Układać na blasze zachowując duże odstępy.
6. Piec 10-15 min aż się zrumienią.

Smacznego. :-)

sobota, 17 stycznia 2009

Krupnik według przepisu mojej prababci.

Zimowy Festiwal Zupy 10.01.2009 - 20.01.2009

Oto moja druga propozycja w ramach Zimowego Festiwalu Zupy. Choć gdy przeglądam blogi można by było zmienić tytuł na Zimowy Festiwal Zupy a w szczególności Krupniku. Nie będę odstawać, u mnie też się krupnikuje! ;-)


Przepis, choć wieloletni, to nadal bardzo aktualny i dający przepyszne rezultaty. No to jedziemy. :-)

Składniki:
- 4 skrzydełka kurczęce
- 2 duże marchewki
- 1 pietruszka
- 1 seler
- 1 cebula
- 3 listki laurowe
- 5 grzybków suszonych
- ziele angielskie
- 8-9 łyżek kaszy pęczak
- sól
- pieprz
- 7-8 ziemniaczków
- koperek
Przygotowanie:
1. Do garnka z zimną wodą wrzucamy wszystkie składniki pomijając ziemniaki, koperek, sól i pieprz. Gotujemy przez godzinę na wolnym ogniu. W połowie gotowania posolić do smaku.
2. Po godzinie z wywaru usuwamy: ziele, listki, pietruszkę, selera, cebulę. Marchewkę kroimy w plasterki i zostawiamy w zupie. Ziemniaczki kroimy w kostkę i dodajemy do zupy. Zagotować (by ziemniaczki nie były surowe).
3. Przed podaniem dodać pokrojony drobno koperek i troszkę piprzu do smaku.

Smacznego. :-)

sobota, 10 stycznia 2009

Rosół wołowy z kluseczkami kładzionymi.

Gdy za oknem jest właśnie tak...


...tak pięknie i mroźno...

...najlepszym sposobem na rogarznie się i nabranie sił jest....

Zimowy Festiwal Zupy 10.01.2009 - 20.01.2009

...Zimowy Festiwal Zupy. :-)

Moją pierwszą propozycją w tej zabawie jest rosół wołowy z kluseczkami kładzionymi. Pomysł na niego wypłynął bardzo przypadkowo. Będąc ostanio w sklepie mięsnym zainteresowało mnie prostokątne 'coś' spoczywające w sklepowej lodówce. Okazało się, że był to szponder wołowy specjalnie poporcjowany do gotowania zupy. Jak widać nawet robiąc zakupy można się dowiedzieć wielu ciekawych i praktycznych rzeczy. :-)

Przepis ten jest wykorzystywany w mojej rodzinie, nie wiem dokładnie skąd do nas przybył. ;-)

Składniki:

zupa:
- 50 dag szponderu wołowego
- 3 marchewki
- 1 duża pietruszka
- 1 seler
- 1 duża cebula
- 2 grzybki suszone(prawdziwki)
- sól
- 3 listki laurowe
- kilka ziaren ziela angielskiego i pieprzu czarnego
- woda
- koperek

- 2 jajka
- 0,75 szklanki mąki
- zimna woda
- sól

Przygotowanie:

zupa:

1. Bierzemy duży garnek i gotujemy w nim wołowinę przez godzinę na bardzo, bardzo wolnym ogniu.
2. Do garnka dodajemy resztę składników i gotujemy wszystko razem przez kolejną godzinę także na wolnym ogniu.
3. Po ugotowaniu przecedzamy zupę. Usuwamy selera, pietruszkę, grzybki, cebulę, ziele, listki i pieprz. Marchewkę kroimy w plasterki i dodajemy do zupki. Jeśli ktoś lubi dodajemy pokrojony koperek.

kluseczki:
1. Mikserem ubijamy jajka z mąką i kilkoma łyżkami zimnej wody. Sól dodajemy do smaku.
2. Kluseczki kładziemy za pomoca łyżki na osoloną wrzącą wodę. Należy kłaść małymi porcjami ponieważ kluski podczas gotowania znacznie zwiększają swoją objętość. Gotować klika minut.

WAŻNE: Gdy podajemy rosół należy najpierw nałożyć do talerza kluseczki, a później zalać je zupą. Dzięki temu rosołek nam nie zmętnieje.

Smacznego. :-)

sobota, 27 grudnia 2008

Karp w galarecie.

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 19.XII.2008 - 03.I.2009

Najlepszego karpia na całym Świecie robił mój Dziadek. Po prostu rozpływał się w ustach. Cały rok czekało się na to by móc pojechać na Wigilię do Dziadków i najeść się karpia do syta. :-)


Obecnie w moim domu przygotowuje się karpia wg przepisu pochodzącego z książki "Kuchnia polska" wydanej przez Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne w 1979 roku. Nie będę cytować przepisu w całości, pozwolę sobie jedynie przedstawić skrót.

Składniki:
80 dag karpia
wywar:
1,5 l wody
odpadki rybne
20 dag włoszczyzny
2 listki laurowe
5 ziaren ziela angielskiego
galareta:
0,75 l wywaru
żelatyna w zależności od tego ile producent zaleca na opakowaniu

Przygotowanie:
1. Sprawić rybę, podzielić rybę na dzwonka. Każde podzielić na pół.
2. Z głowy ryby, włoszczyzny, przypraw i wody ugotować wywar, który pod koniec gotowania solimy.
3. Do ciepłego wywaru (przecedzonego) włożyć rybę i gotowac przez 30 minut.
4. Rybę wyjąć z wywaru. Pozostawić do ostygnięcia. Usunąć widoczne ości. Kawałki ryby układać na półmisku.
5. Zalać rybę galaretą wykonaną z wywaru i żelatyny. Przyozdobić rybę marchewką z wywaru.
6. Rybę ostudzić i wstawić do lodówki.

Smaacznego. :-)

czwartek, 25 grudnia 2008

Pierogi wigilijne z kapustą i grzybami.

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 19.XII.2008 - 03.I.2009

Ta potrawa jest dla mnie wyjątkowa. Jest to najważnieszy kulinarny element Bożego Narodzenia. Bez pierogów nie wyobrażam sobie żadnej Wigilii. Może nie być choinki, prezentów, pierniczków... ale pierogi muszą być zawsze! Absulutnie. :-)

Większość z nas kojarzy pierogi z gotowaniem ich w osolonej wodzie. Ten przepis jest zupełnie inny. Polga na wyrobieniu rozciągliwego ciasta na oleju, które później jest smażone na rogrzanym tłuszczu. Dzięki temu pierogi są bardzo chrupkie, przesmaczne oraz mogą stać naprawdę długo i nie stanie się im żadna krzywda.

Przy okazji chciałabym zaznaczyć, że pierogi te powstają w zupełności z produktów nieprzetworzonych. Tajemnicą farszu jest kapusta kiszona robiona w domu ze specjalnej odmiany kapusty przeznaczonej na kiszenie. Grzybki są własnoręcznie zbierane w lesie... Jednym słowem przygotowania do pierogów zaczynają sie juz latem... :-)

Przejdźmy do sedna. Pora podać przepis na najbardziej magiczne danie Bożego Narodzenia. :-)

Składniki:
75 dag mąki pszennej
0,5 szklanki zimnej wody
0,5 szklanki oleju
2 jajka
sól
pieprz
2 litry kapusty kiszonej
suszone grzyby w ilości zależnej od upodobań (można z nich zrezygnować)
4 cebule

Przygotowanie:
1. Ugotować grzyby do miękkości. Pokroić je w kostkę.
2. Obrać cebulę i usmażyć ją na złoto.
3. Wyjąć kapustę ze słoików i dobrze ją odcinąć. Odciśniętą kapustę przełożyć na patelnię(a nawet dwie patelnie). Dodać grzyby i cebulę. Posolić, popieprzyć. Podsmażyć na oleju tak by smaki się dobrze połączyły a kapusta zmiękła i nabrała złotego koloru.
3. Z mąki, na blacie uformować górkę z dołkiem. W dołek wbić jajka, wlać wodą i olej, dodać soli. Wyrobić ciasto. Powinno przypominać trochę ciasto na makaron, ale nieco wolniejsze.
4. Ciasto rozwałkowywać na cienkie placki i wycinać z nich nożem prostokąty. Każdy prostokąt delikatnie rozwałkować lub rozciągnąć w palcach. Do każdego pierożka nałożyć farsz. Zalepić tak by powstał zgrabny prostokącik (moja ciocia robi te pierogi też maszynką do pierogów, taką z falbanką).
5. Pierożki smażyć na oleju (podlać na patelnię tak od serca) z obu stron aż staną się pięknie złote.
6. Zjeść, pożreć, skonsumować delektując się Najpysznieszym Daniem z pysznych.

Smacznego. :-)

ps. W mojej rodzinie pierożki te podaje się do barszczyku grzybowego. Ale ten przepis to już zupełnie inna historia... ;-)

sobota, 6 grudnia 2008

Pierniczki.



Coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta... Dziś przypomina Nam o tym malta_79 poprzez zorganizowany przez Nią Festiwal Pierniczków. Dołączam się do tej zabawy z wielką przyjemnością, gdyż jestem ogromną fanką wszystkiego co zawiera w sobie przyprawy korzenne. :-)



Chwilę po wyjęciu z pieca...

...i dwie chwile po wyjęciu z pieca. :-)

Polecam przyprawę ze zdjęcia. Nie ma ona w swoim składzie mąki i cukru a tylko przyprawy. Nie jest to kryptoreklama. Po prostu szukałam przyprawy, która nie będzie zawierać cukru i przy okazji znalazłam taką, która nie ma w składzie mąki. :-)


To dopiero wstęp do dekorowania (Kochany Piernikowy Ludziku, wybacz mi tego zeza!). Mam nadzieję, że przed Wigilią się bardziej rozkręcę. :-D

Pora na najważniejszą część czyli przepis. Bazowałam w znacznym stopniu na tej recepturze. Swoją drogą mam wrażenie, że jest to najpopularniejszy przepis na pierniczki. Oczywiście jak to mam w swoim zwyczaju nieco zmieniłam proporcje. Ah, niestety nie mogę policzyć dokładnie ile wyszło, bo część już pożarta, ale wyszły mi trzy blachy takie jak na zdjęciu wyżej. :-)

Składniki:

3,5 szklanki mąki
0,5 szklanki cukru pudru
0,5 szklanki miodu
0,5 kostki masła
1 jajko
1 łyżeczka proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki sody
2 łyżki przyprawy do piernika

Sposób przygotowania:

1. Rozgrzać piekarnik do 200'C. Masło rozpuścić w rondelku. W dużej misce wymieszać mąkę, proszek i sodę.
2. W garnuszku wymieszać cukier, miód i przyprawę korzenną. Podgrzać aż masa będzie płynna. Nie zagotowywać.
3. Do mąki dodać przestudzoną masę miodową i przestudzone stopione masło. Połączyć. Dodać jajko. Wyrobić ciasto. Od czasu do czasu podsypać mąką w razie potrzeby.
4. Ciasto rozwałkowywać mniej więcej na kilka mm. Wyrkawać ciasteczka.
5. Piec 10 minut na papierze do piecznia opruszonym mąką.

Smacznego. :-)

poniedziałek, 10 listopada 2008

Orzechowy tydzień i równie orzechowe ciasteczka.



Kolejne wspólne gotowanie... Już nie mogę się doczekać co znajdzie się w podsumowaniu tego tygodnia, ponieważ dla mnie samej orzechy były całkiem dużym wyzwaniem. Długo zastanawiałam się co przygotować i postanowiłam, że połączę orzechy z nowym trendem w moim gotowaniu(czyli unikaniem zwykłego cukru z torebki). Oto moja propozycja: zdrowa, pyszna i orzechowa. Zainspirował mnie przepis, który możecie znaleźć tu.



Ale oczywiście musiałam troszkę pozmieniać... Troszkę dodałam, troszkę zamieniłam, troszkę zmniejszyłam i wyszło co wyszło. Oceńcie sami.


Najwyższa pora podać zmodyfikowany moimi rączkami przepis:

Składniki(mi wyszło około 45 sztuk):
0,5 szklanki mąki tortowej
0,5 szklanki mąki razowej (u mnie pszenna)
1 szklanka płatków owsianych górskich
1 szklanka otrębów pszennych
100g rodzynek
100g orzechów włoskich drobno krojonych
2 łyżki cynamonu
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki sody
1 jajko
0,33 szklanki oleju
1 szklanka soku jabłkowego 100%
ewentualnie 2 łyżki stołowe miodu

Przygotowanie:
1. W jednej misce połączyć: mąki, płatki, otręby, proszek, sodę, cynamon, rodzynki i orzeszki.
2. Rozgrzać piekarnik do 200'C.
3. W kolejnej misce połączyć sok, jajko i olej (plus ewentualnie miód). Roztrzepać.
4. Połączyć suche skałdniki z mokrymi.
5. Przygotować dużą blachę, wyłożyć ją papierem do pieczenia (jeśli ktoś ma piekarnik, który lubić palić proponuję posmarować papier dodatkowo olejem). Formować niewielkie kuleczki i po nałożeniu je na blachę delikatnie je rozpłaszczyć (wtedy lepiej się upieką w środku).
6. Piec 20 min w 200'C.

Ah, zapomniałam! Ja zrobiłam pół na pół. To znaczy: jedna blacha bez miodu jedna z miodem. Obie pyszne, ale te z miodem są delikatniejsze i bardziej zbliżone do tradycyjnych słodzonych ciastek (idelane dla tych, którzy lubią rzeczy bardzo słodkie). Jednak najlepsze w tych ciachach jest to, że jest co pochrupać. Chrup, chrup, chrup! :)

Smacznego. :-)

niedziela, 2 listopada 2008

Gotujemy po polsku - babka ziemniaczana.

Gotujemy po polsku - 24.10. - 09.11.2008r.

Niedawno zwiedzając inne blogi kulinarne znalazłam zaproszenie do Gotowania po polsku. Idea tej akcji bardzo przypadła mi do gustu i pragnę zamieścić przepis na moja ulubioną lokalną potrawę(jestem sobie Podlasianka...), czyli babkę ziemniaczaną. W moim domu danie to jest absolutnie kultowe. :-)




Tak wygląda chwilę po wyjęciu z pieca. A jak pachnie... Mmmmmm.....
Najwyższa pora zdradzić przepis! :)

Składniki (na dwie spore babki, spokojnie można zaprosić gości, wielu gości):
2 kg ziemniaków
1/2 szklanki mąki
1/2 szklanki mleka
3 duże cebule
2 pałki kiełbasy (można część kiełbasy zastąpić boczkiemwędzonym)
2 jajka
sól do smaku
pieprz do smaku

Przygotowanie:
1. Obrać ziemniaki i zetrzeć je na tarce lub na specjalnej maszynce. Odsączyć nadmiar wody z ziemniaków. W międzyczasie na słusznej ilości oleju zeszklić cebulę pokrojoną w kosteczkę a później razem z cebulą podsmażyć wędliny pokrojone w półplasterki (kiełbasa) albo w kostkę (boczuś).
2. Do utratych ziemniaków dodać CAŁĄ zawartość patelni(troszkę przestudzić - nie wrzucać mocno gorącej). Wymieszać. Dodać mleko, jajka, mąkę, pieprz i sól. Wymieszać bardzo dokładnie. Piekarnik powinen się już grzać.
3. Przygotowac naczynia żaroodporne. Wyśmarować je tłuszczem i obsypać tartą bułką. Prezelać masę do naczyń.
4. Babkę piec godzinę w temperaturze 200-220'C (można czas wydłużyć jeśli uznacie, że jest niedopieczona, ale bez przesady).

Smacznego. :-)