Na prawdę myślałam, że będzie łatwiej! Chyba wyzwanie 5 kg w 50 dni jest bezsensu. Lepiej odchudzać się w tempie dopasowanym do siebie. Zbyt mocna motywacja tylko człowieka psuje. Budzi bezsensowne wyrzuty sumienia... Nie trzymam się też strikte 5 posiłków. Te wszystkie zasady powodują obsesję. Myślę, że warto jeść gdy jest się głodnym porządny wartościowy posiłek. To najlepsza filozofia. Nie objadać się. Umieć wytrzymać lekki głód (np. podczas przygotowania posiłku), nie doprowadzać się do stanów wygłodnienia, bo zamienimy się w odkurzacz. Waga w kąt.. Lepsza miara to dziurki w pasku spodni. Picie wody, zielonej i czerownej herbaty. O tak, tak... Świetna rzecz. :-) Ale muszę się skarcić za siedzenie na pupie. Nie ćwiczę, za mało spaceruję. Zła blogerka, złazła! ;-) Aleeee pogoda z oknem lepsza, więc myślę, że jest szansa na poprawę. :)
Dziś opowiadam o moim ukochanym 2 śniadaniu. Jest po prostu mistrzostwem świata! :-)
Pomidory, które tak pięknie czerwienią się na zdjęciach są z Hiszpanii. Mają, i zapach, i smak. Mi pasują. Nawet jesli uważacie je za chemię chemiczną i samo zło to przepis przecież zawsze możecie przechować w głowie do lata. :) Ja ten zestaw tak kocham, że nie mogę się powstrzymać i muszęęę pojeść trochę pomidorków zimą. MUSZĘ i już. :-) Proszę nie palcie mnie za to na stosie. :-)
Nazwa 'tatarek' jest autorstwa mojego Taty. Ja ją sobie tylko przywłaszczyłam. ;-) W naszym domu jest hitem hitów na wsze czasy. Polecam, spróbójcie sami. :-)
'Tatarek' z pomidora i twarogu
na 1 osobę
Składniki:
50-100 g twarogu półtłustego lub chudego
1 pomidor
2 łyżki jogurtu naturalnego (można pominąć ewentualnie)
sół morska
Przygotowanie:
Pomidora umyć i pokroić w kostkę. Twaróg rozgnieść widelcem, a następnie wymieszać z solą i jogurtem. Dodać pomidora. Całość wymieszać. :-)
Najlepiej smakuje ze świeżym chlebem na zakwasie i prawdziwym masłem. :-)
Smacznego! :-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na śniadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na śniadanie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 28 lutego 2013
sobota, 16 lutego 2013
Ukochane śniadanie!
Nadal się odchudzam. Choć myślałam, że będzie łatwiej... Natrudniej jest jesli chodzi o życie towarzyskie. Ciasteczka, ciasto, wafelki, piweczko... Ale staram sie być twarda. 'Jak skała, jak stal... jak suchy chleb!' - recytował niegdyś kabaret POTEM. :-) Na szczęście posiłki w domu staram się przygotowywać tak by można było swobodnie je zakwalifikować jako 'clean food'. Oczywiście będę się chwalić moimi ulubionymi kombinacjami. Niedługo pojawi się coś z surowymi pomidorami w roli głównej.. Tak, wiem-wiem teraz nie jest na nie sezon w Polsce, ale te hiszpańskie (w Hiszpanii na południu jest sezon tak po za tym) zakupione 'u Owada' sa naprawdę smaczne! Wątpię by 2-3 pomidory na tydzień zrobiły mi krzywdę, szczególnie, że ich skórkę myję bardzo dokładnie by zmyć ewnetualne konserwanty. :)
Jednak dziś nie o pomidorach. Dziś o moim przeukochanym śniadaniu. Najwspanialszym, najpyszniejszym na świecie. Choć muszę przyznać, że jestem takim typem osoby, która codziennie przez pół roku katuje to samo na śniadanie. Teraz jest właśnie faza na śniadanko ze zdjęcia niżej. :-))
Mam także jeszcze jedno WAŻNE pytanie. Czy może chcielibyście bym robiła takie dzienne zestawienia z tym co zjadłam danego dnia? Co Wy na to? Pomysł zaczerpnięty oczywiście z YouTube.. ;-) A dokładniej od pewnej blogerki i vlogerki o pięknym nazwisku - Anna Saccone-Joly. Oto jej przykładowy post na jej blogu - KLIK!
Och, same dobre rzeczy! Banany by mieć mnóstwo energii, migdały by dostarczyć cennych soli mineralnych, płatki owsiane by w diecie nie zabrakło błonnika i jogurt naturalny na dobre trawienie! Czy już się zakochaliście? :-)
Owsianka na zimno z bananami i migdałami
Składniki:
5 łyżek płatków owsianych (u mnie Górskie z Halina - na opakowaniu jest informacja, że można spożywać je na surowo)
1 mały jogurt naturalny (niesłodzony! ja lubię Activię naturalną za łagodny smak, ale także te z Danone, Calpro z Krasnegostawu czy też te od Dr. Otkera)
10-15 migdałów
1 banan
Przygotowanie:
Płatki przesypujemy do miseczki, mieszamy z jogurtem. Na wierzch wsypujemy migadały. Banana myjemy, obieramy, kroimy na plastry i wrzucamy na wierzch.
Banał! Najpyszniej smakuje z zieloną herbatą lub kawą z mlekiem.
Smacznego! :-))
Jednak dziś nie o pomidorach. Dziś o moim przeukochanym śniadaniu. Najwspanialszym, najpyszniejszym na świecie. Choć muszę przyznać, że jestem takim typem osoby, która codziennie przez pół roku katuje to samo na śniadanie. Teraz jest właśnie faza na śniadanko ze zdjęcia niżej. :-))
Mam także jeszcze jedno WAŻNE pytanie. Czy może chcielibyście bym robiła takie dzienne zestawienia z tym co zjadłam danego dnia? Co Wy na to? Pomysł zaczerpnięty oczywiście z YouTube.. ;-) A dokładniej od pewnej blogerki i vlogerki o pięknym nazwisku - Anna Saccone-Joly. Oto jej przykładowy post na jej blogu - KLIK!
Och, same dobre rzeczy! Banany by mieć mnóstwo energii, migdały by dostarczyć cennych soli mineralnych, płatki owsiane by w diecie nie zabrakło błonnika i jogurt naturalny na dobre trawienie! Czy już się zakochaliście? :-)
Owsianka na zimno z bananami i migdałami
Składniki:
5 łyżek płatków owsianych (u mnie Górskie z Halina - na opakowaniu jest informacja, że można spożywać je na surowo)
1 mały jogurt naturalny (niesłodzony! ja lubię Activię naturalną za łagodny smak, ale także te z Danone, Calpro z Krasnegostawu czy też te od Dr. Otkera)
10-15 migdałów
1 banan
Przygotowanie:
Płatki przesypujemy do miseczki, mieszamy z jogurtem. Na wierzch wsypujemy migadały. Banana myjemy, obieramy, kroimy na plastry i wrzucamy na wierzch.
Banał! Najpyszniej smakuje z zieloną herbatą lub kawą z mlekiem.
Smacznego! :-))
Etykiety:
banany,
jogurt naturalny,
migdały,
na śniadanie,
płatki owsiane,
wyzwanie 50 dni
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Naleśniki w 5 minut (z 5 składników).
Powiedzcie skąd to się bierze... Taki mały kryzys kreatywności w kuchni? Cóż to za zły głos podpowiada człowiekowi: 'zrób na obiad parówki co się będziesz męczyć' albo 'od kanapek jeszcze nikt nie umarł'? Nie wiem, serio nie wiem. Byłam pod jego toksycznym wpływem całe lato. I głównie jedliśmy fasolkę szparagową lub kalafiory z bułeczką. Nudy koszmarne. Prawda? :)
Jednak narzucić trzeba sobie jakiś rytm i dyscyplinę. W końcu jesteś tym co jesz. Szczególnie, że idzie jesień (a może przyszła już jakiś czas temu? :/) i człowiek będzie bardziej skłonny by żywić się czekoladą i innymi 'comfortfoodami'. Sama siebie motywuję i zobowiązuję do refleksyjnego podejścia do gotowania. Takie moje małe postanowienie w zakresie radzenia sobie z jesienną chandrą. Jak myślicie uda się? :)

W ramach przełamania kuchennej monotonii proponuje dziś coś lekkiego i bardzo szybkiego. Naleśniki dla zbieganych, bo czasem trzeba zrobić 'coś' z 'niczego'. Zapraszam zatem na naleśniki z 5 składników. Proste, zawsze się udają i wszystkim smakują. :)
Naleśniki w 5 min
na około 10 sztuk
Składniki:
-1,5 szklanki mąki
-1 szklanka mleka
-2 jajka
-2 łyżki oleju rzepakowego
-0,5 łyżeczki soli
Przygotowanie:
Wszystkie składniki wymieszać w misce (pamiętając, że każda mąka inaczej chłonie wilgoć i w razie czego ilość mąki może się nieznacznie zmienić, zatem nie wsypujcie od razu wszystkiego lub w razie zbyt gęstego ciasta zawsze można dolać mleka:) ). Ciasto ma być lejące. Smażyć na patelni teflonowej (bez dodatkowego tłuszczu) - porcje ciasta odmierzając łyżką wazową.
Naleśniki można 'nadziać' absolutnie wszystkim. Ja lubię z owocami albo z konfiturą z wiśni. Tak naprawdę ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. :)
Smacznego!
Jednak narzucić trzeba sobie jakiś rytm i dyscyplinę. W końcu jesteś tym co jesz. Szczególnie, że idzie jesień (a może przyszła już jakiś czas temu? :/) i człowiek będzie bardziej skłonny by żywić się czekoladą i innymi 'comfortfoodami'. Sama siebie motywuję i zobowiązuję do refleksyjnego podejścia do gotowania. Takie moje małe postanowienie w zakresie radzenia sobie z jesienną chandrą. Jak myślicie uda się? :)

W ramach przełamania kuchennej monotonii proponuje dziś coś lekkiego i bardzo szybkiego. Naleśniki dla zbieganych, bo czasem trzeba zrobić 'coś' z 'niczego'. Zapraszam zatem na naleśniki z 5 składników. Proste, zawsze się udają i wszystkim smakują. :)
Naleśniki w 5 min
na około 10 sztuk
Składniki:
-1,5 szklanki mąki
-1 szklanka mleka
-2 jajka
-2 łyżki oleju rzepakowego
-0,5 łyżeczki soli
Przygotowanie:
Wszystkie składniki wymieszać w misce (pamiętając, że każda mąka inaczej chłonie wilgoć i w razie czego ilość mąki może się nieznacznie zmienić, zatem nie wsypujcie od razu wszystkiego lub w razie zbyt gęstego ciasta zawsze można dolać mleka:) ). Ciasto ma być lejące. Smażyć na patelni teflonowej (bez dodatkowego tłuszczu) - porcje ciasta odmierzając łyżką wazową.
Naleśniki można 'nadziać' absolutnie wszystkim. Ja lubię z owocami albo z konfiturą z wiśni. Tak naprawdę ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. :)
Smacznego!
Etykiety:
na kolację,
na obiad,
na śniadanie,
naleśniki
niedziela, 22 maja 2011
Manna z rodzynkami i słonecznikiem.
Mam nowe postanowienie żywieniowe... Będę namaczać. :) Chodzi mi o nasiona i orzechy. Poczytać o tym możecie tu i tu. Ja opowiem Wam wszystko w telegraficzym skrócie.
Pewnie pytacie... po co? Już mówię. W naturalnym środowisku nasiona i orzechy mają pod dostatkiem wody. Człowiek by móc je przechowywać stara się o zapewnienie im jak najsuchszych warunków. Nienamoczone orzechy i nasiona mają w sobie inhibitory enzymów, dzięki którym nie dojdzie do przedwczesnego kiełkowania. Ale co z tego? Onacza to, że nasionko jest w stanie uśpienia. Broni się przed światem zewnętrznym i nie jest w stanie oddać nam swoich cennych składników w pełni. Gdy nasionko dostanie zastrzyk wody zaczyna 'myśleć', że będzie nie długo roślinką i dzięki temu o wiele łatwiej będzie nam przyswoić wszystkie dobra, które w sobie kryje.
Jak namaczać? To proste. Najpierw myjemy nasiona czy orzechy pod bieżącą wodą. Następnie zalewamy wodą (ja używam filtrownej z kranu). Dwa razy więcej wody niż nasionek. Czas namaczania zależy od tego co namaczamy. Tabelka w linku wyżej. Pamiętajcie, woda, która zostaje po namaczaniu jest zbyt wartościowa by wylewać ją do zlewu. Poczęstujcie nią kwiatki w doniczce.
Podsumowując. Dzięki namaczaniu orzechy i nasiona stają o wiele bardziej odżywcze i łatwiej strawne. O wiele łatwiej jest nam je rozgnieść czy zmielić. Zyskują nowy smak. :)
Jednak nie martwcie się, suche orzechy/nasiona nie są trujące. Nie padniecie trupem po ich spożyciu. Jednak dzięki namaczaniu będą one stanowić o wiele bardziej wartościowy posiłek/dodatek do potraw.
Widzicie? Nasiona słonecznika po namoczeniu nawet mają inny kolor. Woda jednak czyni cuda. :)

Dziś trochę dietetycznie. Zwykła manna z rodzynkami i słonecznikiem (namaczaym). Zwykła, prosta... ale pyszna! :)
Manna z rodzynkami i słonecznikiem
na gęsto, na 1 osobę
Składniki:
-1 szklanka mleka
-2 łyżki kaszy manny
-szczypta soli
-troszkę cukru
-rodzynki
-słonecznik namaczany
Przygotowanie:
Mleko zagotować. Do gotującego się mleka wrzucić kaszę, sól, cukier. Gotować 3 min mieszając. Przełożyć do miseczki. Posypać słonecznikim i rodzynkami.
Smacznego!
Pewnie pytacie... po co? Już mówię. W naturalnym środowisku nasiona i orzechy mają pod dostatkiem wody. Człowiek by móc je przechowywać stara się o zapewnienie im jak najsuchszych warunków. Nienamoczone orzechy i nasiona mają w sobie inhibitory enzymów, dzięki którym nie dojdzie do przedwczesnego kiełkowania. Ale co z tego? Onacza to, że nasionko jest w stanie uśpienia. Broni się przed światem zewnętrznym i nie jest w stanie oddać nam swoich cennych składników w pełni. Gdy nasionko dostanie zastrzyk wody zaczyna 'myśleć', że będzie nie długo roślinką i dzięki temu o wiele łatwiej będzie nam przyswoić wszystkie dobra, które w sobie kryje.
Jak namaczać? To proste. Najpierw myjemy nasiona czy orzechy pod bieżącą wodą. Następnie zalewamy wodą (ja używam filtrownej z kranu). Dwa razy więcej wody niż nasionek. Czas namaczania zależy od tego co namaczamy. Tabelka w linku wyżej. Pamiętajcie, woda, która zostaje po namaczaniu jest zbyt wartościowa by wylewać ją do zlewu. Poczęstujcie nią kwiatki w doniczce.
Podsumowując. Dzięki namaczaniu orzechy i nasiona stają o wiele bardziej odżywcze i łatwiej strawne. O wiele łatwiej jest nam je rozgnieść czy zmielić. Zyskują nowy smak. :)
Jednak nie martwcie się, suche orzechy/nasiona nie są trujące. Nie padniecie trupem po ich spożyciu. Jednak dzięki namaczaniu będą one stanowić o wiele bardziej wartościowy posiłek/dodatek do potraw.
Widzicie? Nasiona słonecznika po namoczeniu nawet mają inny kolor. Woda jednak czyni cuda. :)
Dziś trochę dietetycznie. Zwykła manna z rodzynkami i słonecznikiem (namaczaym). Zwykła, prosta... ale pyszna! :)
Manna z rodzynkami i słonecznikiem
na gęsto, na 1 osobę
Składniki:
-1 szklanka mleka
-2 łyżki kaszy manny
-szczypta soli
-troszkę cukru
-rodzynki
-słonecznik namaczany
Przygotowanie:
Mleko zagotować. Do gotującego się mleka wrzucić kaszę, sól, cukier. Gotować 3 min mieszając. Przełożyć do miseczki. Posypać słonecznikim i rodzynkami.
Smacznego!
Etykiety:
manna,
na obiad,
na śniadanie,
rodzynki,
słonecznik,
wegetariańsko
poniedziałek, 10 maja 2010
Twarożek z rzodkiewką i szczypiorkiem.
Muszę się Wam wyżalić. Niestety mieszkam na dalekiej północy (czasem myślę czy to aby nie jest sam biegun) i niestety w sklepach, na targach i ryneczkach nie ma tu jeszcze rabarbaru. Jestem zrozpaczona! Mam taka wielką ochotę na placuszki, crumble i ciasto...
Niestety muszę jeszcze poczekać (oby jak najkrócej!). Zatem na razie w ramach cieszenia się wiosną chrupię sobię rzdkieweczki. A nawet nieśmiało sięgam już po pierwsze pomidorki. Strasznie się za nimi stęsniłam. Może to dziwne, że tak starsznie przeżywam fakt posiadania dostępu do surowych i świeżych warzyw, ale dla mnie jest to kwestia najwyższej wagi. Po za zdrowiem, poprawiają one także i humor. Zupełnie jak w większości programów o odchudzaniu. Na początku pokazywane są produkty małowartościowe (fastfoody, bylejakie pieczywo, wysoko przetworzone produkty spożywcze, mocno wysmażone mięso), których kolory są niejakie, nieładne. Przewaga beżowego, brązowege, wyblakłych żółci... Jednym słowem bardzo nieapetycznie! A potem widzimy pięknie zastawiony stół mnóstwem przecudnie kolorowych warzyw i owoców. Teraz czuję się jak uczestnik takiego proegramu. Z każdym dniem znowu pojawia się jakiś kolor na moim talerzu. Od nowa cieszę się jakimś smakiem. Rzodkiewka, pomidory, szczypiorek.. I powoli zaczynam tęksnić do śliwek, jabłek i moreli... To już niedługo. Na szczęście!

Prościej być nie może. Chyba nie ma osoby, która nie lubi twarożku z rzodkiewką i szczypiorkiem. Ja... uwielbiam! Właśnie dlatego będzie to moja propozycja w ramach akcji Śniadanie majowe 2.
Twarożek z rzodkiewką i szczypiorkiem
Składniki:
- twarożek
- rzodkiewka
- szczypiorek
- sól
- pieprz
- kefir naturalny
Przygotowanie:
Jestem pewna, że każdy z Was dobrze wie jak to przyrządzić, ale pozowlę sobie na malutkie przypomnienie.
Serek rozgniatamy widelcem. Szczypiorek i rzodkiewki myjemy, a następnie kroimy. Wszystkie składniki mieszamy w miseczce w odpowidających nam proporcjach. Doprawiamy solą i pieprzem.
Smacznego!
Niestety muszę jeszcze poczekać (oby jak najkrócej!). Zatem na razie w ramach cieszenia się wiosną chrupię sobię rzdkieweczki. A nawet nieśmiało sięgam już po pierwsze pomidorki. Strasznie się za nimi stęsniłam. Może to dziwne, że tak starsznie przeżywam fakt posiadania dostępu do surowych i świeżych warzyw, ale dla mnie jest to kwestia najwyższej wagi. Po za zdrowiem, poprawiają one także i humor. Zupełnie jak w większości programów o odchudzaniu. Na początku pokazywane są produkty małowartościowe (fastfoody, bylejakie pieczywo, wysoko przetworzone produkty spożywcze, mocno wysmażone mięso), których kolory są niejakie, nieładne. Przewaga beżowego, brązowege, wyblakłych żółci... Jednym słowem bardzo nieapetycznie! A potem widzimy pięknie zastawiony stół mnóstwem przecudnie kolorowych warzyw i owoców. Teraz czuję się jak uczestnik takiego proegramu. Z każdym dniem znowu pojawia się jakiś kolor na moim talerzu. Od nowa cieszę się jakimś smakiem. Rzodkiewka, pomidory, szczypiorek.. I powoli zaczynam tęksnić do śliwek, jabłek i moreli... To już niedługo. Na szczęście!

Prościej być nie może. Chyba nie ma osoby, która nie lubi twarożku z rzodkiewką i szczypiorkiem. Ja... uwielbiam! Właśnie dlatego będzie to moja propozycja w ramach akcji Śniadanie majowe 2.
Twarożek z rzodkiewką i szczypiorkiem
Składniki:
- twarożek
- rzodkiewka
- szczypiorek
- sól
- pieprz
- kefir naturalny
Przygotowanie:
Jestem pewna, że każdy z Was dobrze wie jak to przyrządzić, ale pozowlę sobie na malutkie przypomnienie.
Serek rozgniatamy widelcem. Szczypiorek i rzodkiewki myjemy, a następnie kroimy. Wszystkie składniki mieszamy w miseczce w odpowidających nam proporcjach. Doprawiamy solą i pieprzem.
Smacznego!
Etykiety:
na śniadanie,
rzodkiewka,
twaróg
sobota, 20 marca 2010
Pasta jajeczna z kiełkami rzodkiewki i brokuła.
Jutro oficjalnie będzie wiosna! Bardzo mnie to cieszy i dlatego, moi Mili, chciałabym Wam jeszcze raz przypomnieć o hodowaniu kiełków. Jak wiadomo, wiosna niestety nie jest czasem gdy sklepy, sklepiki i targi są wypełnione po brzegi świeżymi warzywami i owocami. A przecież trzeba dostarczać swojemu organizmowi witamin i minerałów. Wiem, wiem nie odkrywam Ameryki... Po prostu zachęcam do kiełkowania! Smacznie, zdrowo i chrupiąco. Czy może być coś lepszego? :-)
Mimo tego, że nie piszę tak często jakbym chciała cały czas myślę nad nowymi przepisami (szczególnie pod kątem Wielkanocy). Dziś taki maluteńki przedsmak jajkowego święta (no niestety jajka faszerowane mojej Babci to będzie moje pierwsze skojarzenie dotyczące świąt Wielkiej Nocy). Mam nadzieję, że ten przepis przypadnie Wam do gustu, szczególnie z uwagi na dużą porcję witamin zawartą w kiełkach rzodkiewki i brokuła. Mmm, pysznie. :-)
Pasta jajeczna z kiełkami rzodkiewki i brokuła
na 1 osobę
Składniki:
- 1 jajko
- garść mieszanki kiełków
- 1 łyżeczka majonezu
- sól
- pieprz
Przygotowanie:
Jajko ugotować na twardo. Kiełki opłukać i pokroić. Jajko rozdrobnić widelcem w miseczce. Dodać resztę składników. Wymieszać. Pastę przyozdobić kilkoma pędami kiełków.
Smacznego! :-)
Mimo tego, że nie piszę tak często jakbym chciała cały czas myślę nad nowymi przepisami (szczególnie pod kątem Wielkanocy). Dziś taki maluteńki przedsmak jajkowego święta (no niestety jajka faszerowane mojej Babci to będzie moje pierwsze skojarzenie dotyczące świąt Wielkiej Nocy). Mam nadzieję, że ten przepis przypadnie Wam do gustu, szczególnie z uwagi na dużą porcję witamin zawartą w kiełkach rzodkiewki i brokuła. Mmm, pysznie. :-)Pasta jajeczna z kiełkami rzodkiewki i brokuła
na 1 osobę
Składniki:
- 1 jajko
- garść mieszanki kiełków
- 1 łyżeczka majonezu
- sól
- pieprz
Przygotowanie:
Jajko ugotować na twardo. Kiełki opłukać i pokroić. Jajko rozdrobnić widelcem w miseczce. Dodać resztę składników. Wymieszać. Pastę przyozdobić kilkoma pędami kiełków.
Smacznego! :-)
Etykiety:
jajka,
kiełki,
na śniadanie
niedziela, 14 lutego 2010
Konfitura z mirabelek. Do herbaty!
Dziś na moim ulubionym forum internetowym, czyli na cincin.cc kończy się II Festiwal Kuchni Rosyjskiej. Jako osoba ucząca się języka rosyjskiego (co prawda dopiero drugi rok) po prostu nie mogłam nie dołączyć się do tego wydarzenia. Niestety nie posiadam w domu samowara, ale połączenie gorącej gorzkiej herbaty ze słodkimi konfiturami uważam za bardzo ciekawe i warte spróbowania. Rosjanie najczęściej sięgają po konfitury z wiśni, ale postawiłam na nasz polski akcent, czyli na mirabelki. Wbrew pozorom z tych żółciutkich owocków można otrzymać bardzo smaczne przetwory. Pamiętajcie o nich latem. Warto.

Gdy mamy ochotę na wypróbowanie tego rosyjskiego sposobu picia herbaty, musimy najpierw zaparzyć w czajniczku esencję, dość mocną. Następnie przelewamy ją do szklanki dopełniając ją do pełna wrzątkiem. Na talerzyk wykładamy konfitury o ulubionym smaku. I tak zanim napijemy się herbaty przy użyciu małej łyżeczki wkładamy do ust odrobinę konfitur. Później tylko łyk herbaty... W naszych ustach mieszają się ze sobą smaki i jest pysznie.
Przepis na konfitury powstał w trakcie robienia, ale okazuje się, że jest całkim niezły. Inspirowany był starą dobrą Kuchnią Polską. A było to mniej więcej tak...
Konfitura z mirabelek
Składniki:
- 1 kg mirabelek bez pestek
- 0,5 kg cukru
- 0,3 l wody
Przygotowanie:
Cukier z wodą zagotować mieszając. Na gotujący się syrop wrzucać stopniowo owoce. Gotować 30 min na słabym ogniu. W czasie gotowanie często mieszać. Konfirturę zostawić w chłodnym miejscu do następnego dnia. Drugiego dnia konfiturę zagotować na wolnym ogniu. Gotować aż owoce będą szkiste i prześwitujące. Konfiturę zlewać do wyparzonych, suchych słoików. Zakręcić.
Powinny dotrzymać do zimy, by móc nawet w środku lutego przywołać odrobinę letniego słońca.
Smacznego! :-)

Gdy mamy ochotę na wypróbowanie tego rosyjskiego sposobu picia herbaty, musimy najpierw zaparzyć w czajniczku esencję, dość mocną. Następnie przelewamy ją do szklanki dopełniając ją do pełna wrzątkiem. Na talerzyk wykładamy konfitury o ulubionym smaku. I tak zanim napijemy się herbaty przy użyciu małej łyżeczki wkładamy do ust odrobinę konfitur. Później tylko łyk herbaty... W naszych ustach mieszają się ze sobą smaki i jest pysznie.
Przepis na konfitury powstał w trakcie robienia, ale okazuje się, że jest całkim niezły. Inspirowany był starą dobrą Kuchnią Polską. A było to mniej więcej tak...
Konfitura z mirabelek
Składniki:
- 1 kg mirabelek bez pestek
- 0,5 kg cukru
- 0,3 l wody
Przygotowanie:
Cukier z wodą zagotować mieszając. Na gotujący się syrop wrzucać stopniowo owoce. Gotować 30 min na słabym ogniu. W czasie gotowanie często mieszać. Konfirturę zostawić w chłodnym miejscu do następnego dnia. Drugiego dnia konfiturę zagotować na wolnym ogniu. Gotować aż owoce będą szkiste i prześwitujące. Konfiturę zlewać do wyparzonych, suchych słoików. Zakręcić.
Powinny dotrzymać do zimy, by móc nawet w środku lutego przywołać odrobinę letniego słońca.
Smacznego! :-)
Etykiety:
konfitury,
na śniadanie,
śliwki
poniedziałek, 8 lutego 2010
Przywołujący wiosnę twarożek z kiełkami rzodkiewki.
Nie wiem czy pamiętacie jeszcze o Klubie Miłośników Kiełków. Ja pamiętam i właśnie dlatego chcę Was dziś znowu namówić do 'kiełkowania'. U mnie na razie rośnie sobie rzodkiewka i soczewica. Pyszności, serio. Nadal do hodowania wykorzystuję słoik i miseczkę, więc jest to naprawdę prościutkie i zajmuje bardzo mało czasu. Bo do tego, że kiełeczki to samo zdrowie chyba nie muszę Was przekonywać, prawda? :-)

Dziś miałam ochotę na coś pikantnego i świeżego. Padło na twarożek z kiełkami rzodkiewki. Już zapomniałam jakie są pyszne. Warto taką wiedzę odświeżać, szczególnie, że ten rodzaj kiełków wpływa bardzo pozytywnie na nasz organizm. Są świetne na przeziębienia (zawierają dużo witaminy C, mają właściwości wykrztuśne oraz podnoszą odporność organizmu), ale też poprawiają przemianę materii oraz stan pankosci i skóry. Po prostu samo zdrowie!
Twarożek z kiełkami rzodkiewki
na 1 osobę
Składniki:
- 100 g twrożku
- 1 łyżeczka smietany
- 3 łyżki kiełków rzodkiewki
- sól
- pieprz
Przygotowanie:
Kiełki opłukać, pokroić. W miseczce rozgnieść widelcem twarożek. Dorzucić wszystkie pozostałe składniki do twarożku. Wymieszać. Podawać z pieczywem albo zjadać prosto z miseczki.
Smacznego! :-)

Dziś miałam ochotę na coś pikantnego i świeżego. Padło na twarożek z kiełkami rzodkiewki. Już zapomniałam jakie są pyszne. Warto taką wiedzę odświeżać, szczególnie, że ten rodzaj kiełków wpływa bardzo pozytywnie na nasz organizm. Są świetne na przeziębienia (zawierają dużo witaminy C, mają właściwości wykrztuśne oraz podnoszą odporność organizmu), ale też poprawiają przemianę materii oraz stan pankosci i skóry. Po prostu samo zdrowie!
Twarożek z kiełkami rzodkiewki
na 1 osobę
Składniki:
- 100 g twrożku
- 1 łyżeczka smietany
- 3 łyżki kiełków rzodkiewki
- sól
- pieprz
Przygotowanie:
Kiełki opłukać, pokroić. W miseczce rozgnieść widelcem twarożek. Dorzucić wszystkie pozostałe składniki do twarożku. Wymieszać. Podawać z pieczywem albo zjadać prosto z miseczki.
Smacznego! :-)
Etykiety:
kiełki,
Klub Miłośników Kiełków,
na śniadanie
sobota, 8 sierpnia 2009
Konfitura z wiśni.
Nie posiadam drylownicy do wiśni. Niby mam taki przyrząd do rozgniatania czosnku, który w rączce po jednej stronie ma bolec, a po drugiej dziurkę wielkości pestki od wiśni. Niestety jedyny efekt jaki można osiągnąć tym 'wynalazkiem' to rozduszona, pozbawiona soku wiśnia z pestką nadal tkwiącą w środku. To chyba nie jest dobre rozwiązanie... Moja mama jednak wymyśliła na drylowanie inny patent. Wystarczy mieć taki duży spinacz biurowy, który rozprostowujemy w miejscu gdzie ma dolne oczko tak by wykorzystać pętelkę o najwęższym prześwicie. Rozumiecie? Generalnie chodzi o to by przez dziurkę po ogonku wsunąć końcówkę spinacza, zahaczyć o pestkę, podważyć i wyciągnąć ją jednym sprawnym ruchem tak by jak najmniej uszkodzić owoc. Może teraz jest jaśniej? Wbrew pozorom robota tą metodą idzie sprawnie i szybko, tylko trochę pryska się na boki, więc lepiej się nie stroić przesadnie do tej czynności. Polecam, wypróbójcie to w domu. Koniecznie! :-)
Źródłem przepisu jest książka Kuchnia polska wydanego przez Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne w 1979 roku w Warszawie. Mimo tego, że wydanie to ma już 30 lat (równiutko!) cały czas korzystam z tych przepisów. Najbardziej jednak lubię w niej zdjęcia. Tak, w prawdzie są słabej jakości, kolory często okropne, ale kiedyś gdy byłam małą dziewczynką uwielbiałam je oglądać były wtedy takie piękne, kolorowe i nowoczesne... Wszystkie szczegółowo pamiętam do dziś. Moim ulubionym jest to, na którym widać kanapki z jajkiem, żółtym serem i szprotkami jednocześnie. Nigdy nie mogłam zrozumieć jak można konsumować coś takiego... ;-)Wróćmy jednak do konfitur. Jest to moja propozycja w ramach akcji Spiżarnia 2009 - owoce, warzywa.
Składniki:
- 1 kg wydrylowanych wiśni (ja miałam 2 kg)
- 1 kg cukru (tez miałam tyle)
- 0,25 l wody (u mnie 0,2)
Przygotowanie:
Cukier z wodą zagotować mieszając. Na gotujący się syrop wrzucać stopniowo owoce. Gotować 30 min na słabym ogniu. W czasie gotowanie często mieszać. Konfirturę zostawić w chłodnym miejscu do następnego dnia. Drugiego dnia konfiturę zagotować na wolnym ogniu. Gotować aż owoce będą szkiste i prześwitujące. Konfiturę zlewać do wyparzonych, suchych słoików. Zakręcić.
Ja używam słoików po dżemie, które maja taki 'pstryczek' w zakrętce. Po kilku godzinach od zakręcenia gorących konfitur te 'pstryczki' wsysają się i nie można już nimi pstrykać (wtedy wiem, że przetwory wytrzymają do zimy).
Smacznego! :-)
Etykiety:
na śniadanie,
przetwory,
wiśnie
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
Jajka faszerowane z kiełkami.
Jako pomysłodawczyni inicjatywy zwane Klub Miłośników Kiełków nie mogłam splamić swego honoru i musiałam jakoś sprytnie na wielkanocnym stole umieścić kiełki. Z pomocą przyszła mi kwietniowa Kuchnia. Pewien przesympatycznie wyglądający pan zaprezentował tam swoje propozycje na świateczny słół. Wsród nich był przepis na jajka z kiełkami. Oczywiście troche zmieniłam... Ale taka już jestem.. :-)Składniki:
- 4 jajka na twardo
- 3 łyżki kiełków (u mnie rzodkiewka + soczewica)
- 1 łyżka majozneu
- sól, pieprz do smaku
- trochę kiełków do dekoracji
Wykonanie:
Przekrajamy jajka na pół, wyjmujemy do miseczki żółtka. Drobno kroimy kiełki. Żółtka ucieramy z majonezem, solą i pieprzem na gładką masą. Dodajemy kiełki. Powstałą masą szprycujemy pozostałe białka. Na wierzchu układamy trochę kiełków, które nie zostały posiekane.
Smacznego. :-)
Etykiety:
jajka,
na kolację,
na śniadanie,
Wielkanoc
wtorek, 31 marca 2009
Kiełki, kiełeczki.
Powinnam zatytułować ten post raczej 'Spowiedź fasion victim'. Padłam ofiara mody kiełkowej i muszę przyznać, że wpadłam po same uszy. A wszystko niby przez przypadek... Najpierw przeczytałam kilka artykułów o sianiu kiełków, ich wartościach odżywczych, pozytywnym wpływie na zdrowie. Później wybrałam się po mąkę do pewnego sklepu. Gdy już zmierzłam do kasy zobaczyłam niewielki stojak obwieszony malutkimi torebeczkami. Spojrzałam na nie, a one zamrugały do mnie pięknymi pędami na obrazku i po prostu nie mogłam ich tam zostawić. Samych... Tak bez wody... I w ogóle! A tak prawdę mówiąc to od dawna o tym myślałam, ponieważ o tej porze roku naprawdę ciężko o zdrowe świeże warzywa. Tylko jakoś nie mogłam się nadziać na nasionka i czasu nie było, bla-bla... Ale nadrobiłam. Polecam wszystkim zabawę w kiełkowanie. Smaczna, zdrowa i niedroga. Czego chcieć więcej? ;-)
Zanim zabierzecie się za samodzielne kiełkowanie radzę Wam zapoznać się z paroma linkami. Po pierwsze bardzo dużo informacji znadziecie na blogu Moja Kuchnia i nie tylko... prowadzonym przez Beę. Bardzo serdecznie polecam. Drugim, bardzo obfitym, źródłem informacji jest wątek na forum cincin.cc.
Ja zaczęłam od mieszanki rzodkiewka+soczewica. Bardzo pikatne, ale smaczniutkie. Na drugim zdjęciu możecie zobaczyć kiełki soczewiczy (2 od dołu) i rzodkiewki (na samym dole). Urocze śliczności prawda? W koszyczku na wysiew czekają jeszcze: brokuł, czerwona kapusta, rzeżucha i słonecznik... Ciekawe, jak smakują? Dowiem się już niedługo.
Jeszcze raz zachęcam do kiełkowania! Warto się tym zająć! Serio. serio. :-)
Etykiety:
kiełki,
na kolację,
na obiad,
na śniadanie
środa, 21 stycznia 2009
Przepyszne drugie śniadanie.
Zamiast się uczyć... śniadam sobie w najlepsze...

Sesja depcze mi po piętach. Dziś prezentacja, jutro prezentacja, zaliczenie, w piątek kolowium i tak jeszcze przez trzy tygodnie. Ale nie będę narzekać. W gruncie rzeczy mam nawet dobry humor i chęci do pracy, ponieważ solidnie podjadłam. Nie ma to jak dobre drugie śniadanko. :-)

To będzie moja druga propozycja w ramach Sezamowego Tygodnia. Jak widać temat przewodni bardzo przypadł mi do gustu. No ale nie będę się rozpisywać. Nauka wzywa. Szybko podam przepis i już mnie nie ma. :-)
Składniki:
- 2 mandarynki
- 1 łyżka płatków pszennych
- 1 łyżka płatków kukurydzianych
- 1 łyżeczka otrąb pszennych
- 0,5 kubeczka jogurtu naturalnego
- 1 łyżka prażonego sezamu
- kilka suszonych żurawin
Przygotowanie:
Połączyć składniki w dowolny sposób. Co by sie nie zrobiło i tak będzie pyszne.
Smacznego. :-)
Etykiety:
mandarynki,
na śniadanie,
sezam,
tydzień kulinarny,
żurawina
Subskrybuj:
Posty (Atom)





