Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 sierpnia 2012

Dżem jabłkowy z goździkami.

Ha! Udało się! Wyszedł mi pierwszy dżem jabłkowy w życiu. :-) Duma rozpiera mnie oraz... mam ochotę na więcej! Chciałam zrobić jeszcze konfitury z czarnej porzeczki, ale chyba niestety przegapiłam sezon... Ale to nie koniec świata. :-) Korcą mnie powidła śliwkowe, ale podobno są tematem bardzo trudnym, szczególnie dla sufitu, ścian i blatów wokół kuchenki, bo okrutnie chlapią gdy pękają powstające w nim pęcherze powietrza. Słyszeliście coś na ten temat? ;-) 

Macie może jakieś sugestie na przetwórstwo czego jest sezon w sierpniu? :-) Teoretycznie jest wysyp gruszek, ale czy z nich można zrobić coś interesującego? Może wziąć się za bary z wiśniami... :-)


Powyżej macie zdjęcie robione w piątkowy wieczór. Umyłam wtedy dokładnie 2,5 kilograma antonówek, obrałam i poszatkowałam w plasterki (same jabłka na zdjęciu po lewej). Następnie zasypałam je cukrem (zdjęcie po prawej) i zostawiłam pod przykryciem na noc by puściły sok. Suma sumarum stały tak sobie jakieś 12 godzin. Nie bójcie się, nic im się nie stanie, nie zepsują się. :-)


Jak widzicie dżem z tego przepisu wychodzi dość zwarty. Jego konsystencję można określić jako kawałki karmelizowanych jabłek otoczone niezbyt lejącym musem. Wynika to z faktu, że część jabłek w procesie smażenia się rozpadnie, a cześć zachowa pierwotną formę. Dzięki temu gdy takim dżemem przełożymy szarlotkę będzie się pięknie prezentować w przekroju. :-)


Jednak taki dżem jest też boski do zwykłej bułeczki. Szczególnie pysznie jest połączyć go z białym serem (swoja drogą jest to jeden z najpiękniejszych smaków dzieciństwa: mamowy/babciowy/dziadkowy dżem jabłkowy z białym serem, masłem i i świeżym chlebem). Przepis sam w sobie jest prosty, niestety wymaga odrobiny skupienia i uwagi. 

Dżem jabłkowy z goździkami
na 4 słoiczki 0,33 l

Składniki:
2,5 kg nieobranych antonówek
250 g cukru (około 3/4 szklanki)
8 goździków

WAŻNE: Potrzebne będą garnek z grubym dnem i drewniana łyżka!

Przygotowanie:

Wieczór wcześniej
Jabłka umyć, obrać, usunąć z nich komory nasienne i poszatkować na szatkownicy. Wrzucić do garnka z grubym dnem. Zasypać cukrem (w miarę równą warstwą). Zostawić na noc pod przykryciem by puściły sok.

Następnego dnia
Wysterylizować słoiki. Ja robię to tak, że bardzo dokładnie je myję a następnie zalewam wrzątkiem. Potem każdy słoik i zakrętkę dokładnie wycieram ręcznikiem papierowym starając się nie dotykać palcami ścianek słoika (pomocny może być do tego widelec, który posłuży nam zamiast palców :)). Zanim dżem będzie gotowy słoiki delikatnie zakręcam i odstawiam by spokojnie czekały na dżem.
Przesmażać jabłka. Niby proste. Ja robię to tak, że najpierw stawiam garnek na dużym ogniu by się nagrzał i gdy widzę pierwsze bąble powietrza zmniejszam do małego ognia, jednak na tyle dużego by lekko pyrkotało. :) Takie pyrkotanie powinno trwać jakieś 40 minut. Ważnym jest by często dżem zamieszać podczas pyrkotania, ponieważ gdy się choć trochę przypali cały smak pójdzie w diabły. :) Pamiętajmy też o goździkach. Należy je dodać jakieś 10-15 min przed końcem smażenia wtedy aromat przez nie nadany będzie bajecznie delikatny.
Gdy dżem będzie mieć konsystencje jak zna zdjęciach (będzie mieć kolor jasnego karmelu) należy go szybko przełożyć do słoików. Słoiki mocno zakręcamy. Gdy ostygną przechowujemy je w chłodnej, zamkniętej od światła szafce.

Smacznego! :-)

sobota, 4 sierpnia 2012

Bezsenność w mieście B.


Wczoraj wieczorem miała być burza. Miała. Na szczęście mimo braku piorunów oraz spektakularnych opadów temperatura spadła do poziomu znacznie bardziej przyjaznego ludziom i dzięki temu można było spędzić produktywnie wieczór w kuchni. :-) Dziś też ma być chłodniej... Podgrzewam zatem atmosferę. Będę smażyć antonówki! Na dżem! Trzymajcie za mnie kciuki. To mój pierwszy raz. :-)

sobota, 8 sierpnia 2009

Konfitura z wiśni.

Nie posiadam drylownicy do wiśni. Niby mam taki przyrząd do rozgniatania czosnku, który w rączce po jednej stronie ma bolec, a po drugiej dziurkę wielkości pestki od wiśni. Niestety jedyny efekt jaki można osiągnąć tym 'wynalazkiem' to rozduszona, pozbawiona soku wiśnia z pestką nadal tkwiącą w środku. To chyba nie jest dobre rozwiązanie... Moja mama jednak wymyśliła na drylowanie inny patent. Wystarczy mieć taki duży spinacz biurowy, który rozprostowujemy w miejscu gdzie ma dolne oczko tak by wykorzystać pętelkę o najwęższym prześwicie. Rozumiecie? Generalnie chodzi o to by przez dziurkę po ogonku wsunąć końcówkę spinacza, zahaczyć o pestkę, podważyć i wyciągnąć ją jednym sprawnym ruchem tak by jak najmniej uszkodzić owoc. Może teraz jest jaśniej? Wbrew pozorom robota tą metodą idzie sprawnie i szybko, tylko trochę pryska się na boki, więc lepiej się nie stroić przesadnie do tej czynności. Polecam, wypróbójcie to w domu. Koniecznie! :-)

Źródłem przepisu jest książka Kuchnia polska wydanego przez Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne w 1979 roku w Warszawie. Mimo tego, że wydanie to ma już 30 lat (równiutko!) cały czas korzystam z tych przepisów. Najbardziej jednak lubię w niej zdjęcia. Tak, w prawdzie są słabej jakości, kolory często okropne, ale kiedyś gdy byłam małą dziewczynką uwielbiałam je oglądać były wtedy takie piękne, kolorowe i nowoczesne... Wszystkie szczegółowo pamiętam do dziś. Moim ulubionym jest to, na którym widać kanapki z jajkiem, żółtym serem i szprotkami jednocześnie. Nigdy nie mogłam zrozumieć jak można konsumować coś takiego... ;-)

Wróćmy jednak do konfitur. Jest to moja propozycja w ramach akcji Spiżarnia 2009 - owoce, warzywa.

Składniki:

- 1 kg wydrylowanych wiśni (ja miałam 2 kg)
- 1 kg cukru (tez miałam tyle)
- 0,25 l wody (u mnie 0,2)
Przygotowanie:

Cukier z wodą zagotować mieszając. Na gotujący się syrop wrzucać stopniowo owoce. Gotować 30 min na słabym ogniu. W czasie gotowanie często mieszać. Konfirturę zostawić w chłodnym miejscu do następnego dnia. Drugiego dnia konfiturę zagotować na wolnym ogniu. Gotować aż owoce będą szkiste i prześwitujące. Konfiturę zlewać do wyparzonych, suchych słoików. Zakręcić.
Ja używam słoików po dżemie, które maja taki 'pstryczek' w zakrętce. Po kilku godzinach od zakręcenia gorących konfitur te 'pstryczki' wsysają się i nie można już nimi pstrykać (wtedy wiem, że przetwory wytrzymają do zimy).

Smacznego! :-)