
Dzisiejszy post jest dla mnie szczególnie ważny, ponieważ dokumentuję moje pierwsze poczynania dotyczące wypieku domowego chleba... Nie myśłalam, że tak prozaiczna (ale tylko z pozoru!) czynność może przynieść tyle pozytywnych doznań. Za każdym razem gdy coś wychodziło, cieszyłam się jak dziecko. Polecam pieczenie chleba każdemu! Szczególnie osobom, w których życiu często pojawia się stres. To naprawdę koi nerwy. Koniecznie spróbójcie!

Wróćmy jednak do samego chleba. A jeśli mówimy o chlebie razowym koniecznie musimy powiedzieć o zakwasie. Ja swój wykonałam wedle wskazówek
Liski, która na swoim blogu
Pracownia Wypieków zamieściła instrukcję jak wykonać swój pierwszy zakwas i nie staracić przy tym głowy. Oprócz samego postu godną polecenia lekturą są komentarze. !Koniecznie! je przeczytajacie, ponieważ powinny rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące produkcji swojego zakwasu.
Jednak do rzeczy. Mój zakwas wykonałam z mąki żytniej razowej (typ 2000) oraz niegazowanej wody mineralnej.
Kolejność czynności (na postawie wskazówke
Liski):
1. (Rano lub wieczorem - chodzi mi o moment rozpoczęcia produkcji zakwasu)
W czystym słoiku (ja miałam taki o pojemności 0,9l) mieszamy ze sobą szklankę mąki z niepełną szklanką wody mineralnej nieco podgrzanej by była ciepła. (Skorzystałam z rady z komentrzy mówiącej o tym, że jeśli korzystamy z mąki razowej możemy wziąć nieco mniej wody). Mieszaninę stawiamy przy ciepłym kaloryferze. Ja postawiłam tak, że słoik dotykał do kaloryfera.
2. Po 12 godzinach od momentu rozpoczęcia mieszamy i ostatwaimy miszaninę w miejsce gdzie panuje temeratura pokojowa.
3. Po 24 godzinach od rozpoczęcia dokarmiamy zakwas szklanką mąki i szklanką ciepłej wody.
I tę czynności powtarzamy aż otrzymamy wystaczająca ilość zakwasu. Ja dokramiałam 3 razy zanim narobiło mi się go tyle by wystarczyło do przepisu i jeszcze zostało do dalszego dokarmiania.
Pierwsza doba życia mojego zakwasu nie rokowała najlepiej... Ale już w drugiej zaczął rosnąć i bąbelkować na całego. Dajmy swoim zakwasom trochę czasu. Nie stawiajmy na nich od razu krzyzyka. :-)
Ale to jeszcze nie koniec...

Koniecznie musiałam wypróbować zawkasik. Moja pierwszą ofiarą padł przepis umieszczony przez
Tatter na forum
cincin. Jestem ogromna miłośniczką chlebów razowych więc nie mogłam się powstrzymać. Skorzystałam z
TEGO przepisu.

Tutaj też mam jedną bardzo ważną radę dla wszytskich, którzy chcialiby upiec chleb wg przepisy
Tatter. !Koniecznie! przestudiujcie cały wątek, ponieważ znajduje się tam mnóstwo cennych porad i uwag, które zamienią pieczenie chelba w wielką przyjemność.
Jak widzicie, ja, tudzień temu jeszcze kompletny laik w zakresie chlebowym, po przeczytaniu paru wypowiedzi mądrych ludzi, upiekłam chlebek, który oprócz tego, że ma wygląda jest cełkiem smaczny. Pieczenie chelba to narapwdę cudowna rozywka! (chyba się powtarzam, coo? ;-) )

Pewnie zastanawia Was dlaczego zdjęcia chleba są różne. Otóż... Pierwsze dwa zostały zrobione wczoraj wieczorem gdy wyjęłam go z pieca. A ten przekrój pod ściereczką cyknęłam podczas śniadania. Ach, co to było za śniadanie... :-)
Dla przyzwoitości zacytuję przepis, który
Tatter umieściła na forum. :-)
Składniki:- 400g zakwasu (u mnie też z mąki żytniej razowej)
- 150ml wody (u mnie neico więcej, ponieważ mój zakwas był nieco bardziej zwięzły)
- 100g mśki żytniej razowej
- 300g maki pszennej chlebowej
- 1 lyżka grubej soli
- 1/2 lyżeczki demerary
- 1 łyżeczka drożdży instant (ponieważ mam młody zakwas)
Przygotowanie:"Wszystkie składniki mieszamy, ręcznie lub w maszynie, ciasto jest lepkie i luźne. Zostawiamy do wyrośnięcia (jeśli mieszamy w maszynie zostawiamy je w niej na caly cykl >dough< [razem z mieszaniem 1,5 godz]. Znów mieszamy, krótko, przełladamy do foremki chlebowej wysmarowanej oliwą i wysypanej otrębami lub płatkami żytnimi, smarujemy wierzch ciasta chlebowego oliwą, zakrywamy naoliwioną folią i zostawiamy do ponownego wyrośniecia (ma rosnąć powoli, kilka godzin). Uważamy żeby nie przerosło! Przed pieczeniem posypujemy makiem, otrębami, nasionami kolendry, płatkami żytnimi. Wstawiamy do zimnego piekarnika, nastawiamy temperaturę na 200C i pieczemy godzinę. Gdy piekarnik dobrze sie nagrzeje - mozna spryskać wodą (i chleb i piekarnik). Można również po godzinie dopiekać bez formy." Smacznego! :-) PS. Z całego serca pragnę podziękować
Tatter i
Lisce, ponieważ dzięki ich cennym wskazówkom mogłam uczynić kolejne kroki w moim kulinarnym rozwoju. Jesteście wspaniałe a Wasze blogi są prawdziwą inspiracją! Dziękuję Wam najpiękniej jak umiem. :-)