niedziela, 13 września 2009

Zupa kurkowa.

Wczoraj gdy moi rodzice od samego rana dzielnie zbierali grzybki ja wybrałam się na wystawę kaktusów. Odbywa się ona co roku w Wojewódźkim Ośrodku Animacji Kultury w Białymstoku. Nie była to moja pierwsza wizyta na tego typu imprezie. Powiem wiecej, odwiedzam ją trzeci rok z rzędu. Jest przepiękna i godna polecenia. Można tam zobaczyć przewspaniałe rośliny z różnych zakątków świata, zarówno miniaturowe (jednoroczne), ale i takie które są starsze niż moi dziadkowie. Jednak najmilszym elementem tej wystawy jest możliwość zakupu malutkich sadzonek. Choć mam ich niezłą kolekcję wzbogaciłam się o kolejne maleństwo. Oto ono (śliczny, prawda?):


Moja kolekcja liczy 23 sztuki. Nie są to jedynie kaktusy-kaktusy można tam też znależć kilka sukulentów (pozbawionych zupełnie kolców). Uwielbiam moje roślinki i nawet się nie gniewam gdy ktoś prorokuje mi staropanieństwo. Trudno, najwyżej będę starą panną z kakatusami (kotów nie lubię, więc stara panna z mnóstem kotów mi nie grozi). ;-)


Przepis choć może długi jest naprawde prosty. Niestety do wykorzystania niebyt często bo kurki są tak krótko... Ale może w tym tkwi jego cały urok. :-)

Składniki:
na 5 osób

- 3 marchewki
- 1 pietruszka
- 1 seler
- 3 listki laurowe
- 6 ziarenek ziela angielskiego
- 0,5 łyżeczki soli
- 5 skrzydełek kurczęcych
- zimna woda

- kurki
- śmietana
- masło
- koperek
- ziemniaki (ja dałam 10)
Przygotowanie:

Do dużego garnka wlać zimną wodę i wrzucić składniki na wywar (pomijając sól). Gotować przez godzinę na wolnym ogniu. W połowie gotowania posolić. Z wywaru usunąć warzywa i przyprawy.
Do wywaru dodać surowe, obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki. Następnie usmażyć na maśle umyte i osuszone kurki (gdy puszczą sok pozwalamy by ten odparował) . Dodajemy do wywaru. Koperek, umyć i drobno pokroić. Dodać do wywaru. Marchewkę usuniętą wcześniej z wywaru pokroić w plasterki i ponownie dodać do zupy. Skrzydełka ponownie dodać do zupy. Całość ugotować.

Podawać zabielone śmietaną. Przed podaniem zagotować.

Smacznego! :-)

piątek, 11 września 2009

Ryż z warzywami.


Gdy mój brzuch stroi fochy staram się go ugłaskać czymś lekkim i pysznym. Choć dzisjeszy przepis jest w zasadzie na dodatek do obiadu ja bardzo lubię jeść go jako danie główne. Po za tym, odpoczynek od mięska dobrze zrobi każdemu. Mi na pewno, choć spodziewam się, że mój apetyt na kolację będzie dzis wyjatkowo okazały. Tak to już jest. Człowiek wszystkożerca jak sama nazwa wskazuje powienin mieć urozmaiconą dietę. Może urozmaicę sobie jeszcze moją dietę jakimiś pysznem ciastem? Ale to jutro, dziś już nie mam siły. Te 20 minut spędzonych w kuchni wymęczyły mnie nie na żarty. ;-)


Przepis jak przepis. Mało zachodu i sama radość w gotowaniu. Łatwy, szybki i ciężki do popsucia. Ach, zapomniałam! W planach mam jeszcze eksperymenty z sosem sojowym... Ciekawe co z tego wyjdzie. Jeśli ktoś z Was próbował to moi Drodzy Czytelnicy nie krępujcie się i podpowiedzcie mi to i owo. :-)

Składniki:
na 2 osoby

- 1 woreczek ryżu (ulubionego)
- 0,5 opakowania mrożonych warzyw na patelnię (u mnie mieszanka chińska)
- trochę curry
- woda do osolenia wody
- odrobina oliwy z oliwek do smażenia
Przygotowanie:

Ryż ugotować w osolonej wodzie. Warzywa przez 5-10 min podsmażać na oliwie (w razie jakby były za suche można dodać trochę wody. Po ugotowaniu zawartość woreczka wymieszać z warzywami. Dodać curry do smaku. Podawać na ciepło.

Smacznego! :-)

środa, 2 września 2009

Ogóreczki małosolne.

Ogórek
Fasolki

Wesoło jesienią w ogródku na grządce,
Tu ruda marchewka tam strączek,
Tu dynia jak słońce, tam główka sałaty,
A w kącie ogórek wąsaty.

Ref.:
Ogórek, ogórek, ogórek,
Zielony ma garniturek,
I czapkę i sandały,
Zielony, zielony jest cały.

Czasami jesienią na grządkę w ogrodzie,
Deszczowa pogoda przychodzi,
Parasol ma w ręku, konewkę ma z chmur,
I deszczem podlewa ogórki.

Czy pamietacie jeszcze ten przebój wielce warzywnego zespołu Fasolki? Ja owszem. Z resztą w zeszłym miesiącu był mi wielce bliski, ponieważ przez aż 3 dni pracowałam jako zawodowy wkładacz ogórków do słoików w jednej z białostockich firm produkcyjnych. Jak widać po długości mego stażu w tym zakładzie zajęcie to nie przypadło mi do gust. Jednak człowiek musi w życiu niejednego spróbować, choć ogórków konserwowych pewnie nie tknę do końca świata ('i jeden dzień dłużej')... Na szczęście są ogóreczki małosolne, których przecudnym smakiem mogę się delektowac do woli. Wam też je serdecznie polecam! :-)



Ech, och. Muszę sprawić sobie kilka nowych skorupek. Ciągle to samo na tych moich zdjęciach. Tylko zapominam, gdy już jestem w jakimś sklepie z naczyniami, że może warto wzbogacić kolekcję o nowe mieseczki i talerzyki. Wybaczcie mi tym razem, postaram się poprawić... :-)


Przepis prosty, łatwy i przyjemny, tylko troszkę trzeba poczakać... Ale warto. :-)

Składniki:
- 1,5 kg niedużych ogórków
- 1 pęczek kopru do kiszenia ogórków
- 2 duże ząbki czosnku
- 2 czubate łyżki soli
- 2 l wody
Przygotowanie:

Ogórki umyć i poucinać im końce. Włożyć do wielkeigo słoja na dno. Koper opłukać, zakryć nim ogórki. Dorzucić czosnek. Wodę wlac do garnka, posolić, zagotować. Ogórki zalać gorącą wodą. Odstawić na 2-3 dni. Codziennie można sprawdzać czy już są dobre!

Smacznego. :-)