Strony

czwartek, 11 czerwca 2009

Pleśniak.

Dziś muszę się pochwalić wielkim sukcesem kulinarnym. Robiłam pleśniak miliardy tysięcy razy i po raz pierwszy wyszła mi taka piękna pianka. Ona nie opadła! Nie zamieniła się w szarego nieapetycznego gluta tylko zastygła w leciutką białą chmurkę. Może to kwestia tego, że pierwszy raz zdradziłam mojego drogiego przyjaciela - prodiża i dałam szansę koleżance tortownicy i ziomkowi piekarnikowi... Trochę mi głupio, ale z drugiej strony nie powinnam nikogo dyskryminować! Musimy działać jako jedna drużyna. :-)


Tada! Przepis na to cudo pochodzi z jakieś mini-książeczki wydanej za czasów PRL. Niestety nie pamiętam tytułu ani autora. Podaję na podstawie magicznego zeszytu z przepisami. Ale o nim może kiedyś indziej. :-)


Składniki:
na małą tortownicę

- 2 szklanki mąki
- 3 jajka
- 0,66 szklanki cukru
- 0,66 kostki margaryny lub masła
- 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
- 2 łyżki kakao
- 300 g smażonych czarnych porzeczek lub jabłek
- olejek migdałowy
Przygotowanie:
Zagnieść kruche ciasto z mąki, połowy cukru, żółtek, proszku i margaryny. Ciasto odstawić na 30 min do lodówki.
Wyjąć ciasto, 2/3 przełozyć na blachę, na brzegach zrobić delikatny rancik. Ubić pianę z białek z cukrem. Pozostałą część ciasta połączyć z kakao i olejkiem migdałowym. Na ciasto włożyć porzeczki. Na porzeczki wyłożyć pianę. Na pianę zetrzeć na tarce resztę ciasta by powstała ładna kruszonka. Piec 45 minut w 200'C.

Smacznego! :-)

11 komentarzy:

  1. och ,jaka beza ,piękny ten pleśniak
    Uwielbiam pleśniaki tylko bardzo rzadko je piekę ,bo jest tyle innych przepisów co trzeba wypróbować

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczopląsu można dostać!Nie wiadomo na czym skupiać wzrok:)Czy na bezie?czy na tych owocach?Super!

    OdpowiedzUsuń
  3. ahhh i ohhh ślinka cieknie, nie wytrzymam zaraz i zjem monitor;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super - giter, pierwsza klasa! Pianka czarodziejska, mniam!

    OdpowiedzUsuń
  5. klasyka,ale ,jak zwykle przepysznie wyglada !!! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A u mnie to był zawsze bez dżemiksu i nazywał się strzępiec. Tos mi tera ochoty narobiła, kobito! ;)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny pleśniak! Uwielbiam to ciasto od wieków :)

    OdpowiedzUsuń
  8. książeczki z tamtych czasów same mądrości zawierają ;) kulinarne oczywiście ;) a pleśniak cudo! work as a team! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo dziękuję za tak miłe i pozytywne komentarze! :-)

    Strzępięc. Łaaa... Jestem pod wrażeniem. :-) Piękna nazwa. Choć jakoś tak bez owoców nieco ubogo się wydaje. Ale... Wypowiem się jednak gdy spróbuję! :-D

    OdpowiedzUsuń
  10. Pogratulowac bezy i całego apetycznego pleśniaka. :) Wypiek pierwsza klasa. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję, dziękuję :-)

    *poswix się kłania* :-D

    OdpowiedzUsuń